KPG - Góry Izerskie, Wysoka Kopa 1126m n.p.m.
Dla mnie to był główny cel wyjazdu w ten rejon - de facto jak tylko padł pomysł zachodniej Polski na wakacje, to już obmyślałam jak to pogodzić ze zdobywaniem Korony Polskich Gór. O tyle było trudniej, że reszta rodziny nie podziela mojej pasji do chodzenia po górach. Mąż ostatnio towarzyszył na rowerze, ale okazało się, że nie zawsze pieszy szlak się nadaje na rower. Więc moja wyprawa zapowiadała się na raczej samotną, choć początkowo syn wyrażał opinię, że pójdzie ze mną, maż rowerem będzie zdobywał...
Ale pogoda jaka była taka była, jeden dzień cały w deszczu więc odłożyłam pieszą wędrówkę na ostatni dzień pobytu, piątek. I choć prognoza dalej była mało optymistyczna, to ja wiedziałam, że pójdę. To już drugie podejście do Wielkiej Kopy (pierwsze było podczas ferii w 2019, wówczas ilość śniegu i nieprzedeptana trasa mnie zniechęciła), więc może nie "za wszelką cenę", ale deszczowi się nie dam.
Więc w piątek rano 8:30 startuję z Przełęczy Izerskiem zielonym szlakiem, pochmurno, parno, wilgotno. Po początkowym tuptaniu szeroką drogą szlak skręca w prawo w las i pnie się stromo pośród zwalonych drzew - to najtrudniejszy i najmniej przyjemny etap tej wędrówki, idę z nadzieją, że dalej będzie lepiej. I na szczęście jest. Szlak się wypłaszcza i teraz spokojnie idę trawersem, poszukując grzybów jadalnych, bo muchomorów w bród.
Na Rozdrożu pod Zwaliskiem skręcam na czerowno-niebieski szlak i idę wśród skalnych ostańców i krzaków jagodowych (bez owoców, coś przyroda tym razem nie obrodziła w dary...)
Dochodzę do starej kopalni kwarcu Stanisław, kamieniołom trochę jak księżycowy krajobraz...
Za kamieniołomem szlak wraca na asfaltową drogę, ale w końcu czerwony skręca w prawo w las, powolutku po korzeniach idę sobie pod górę, nawigując się GPS aby nie przegapić skrętu w kierunku Wielkiej Kopy - bo nie jest oznaczony. Najprościej mówiąc, gdy szlak czerwony skręca w prawo (a potem w lewo na mapie), my musimy iść w lewo w stronę ułożonych bali i małego strumyka; jest ścieżka która wskazuje kierunek. Mapka poglądowa z mapy.cz gdzie niebieską strzałką zaznaczyłam skręt.
A potem już cały czas prosto, ścieżką do góry. Za sobą widzę Wysoki Kamień z charakterystyczną wieżą - byliśmy tam zimą 2019 (post)
Na szczyt. Płaski i bez widoków, wokół jagodziny i świerki, przed drzewem z tabliczką kupa kamieni jako pkt orientacyjny. Mnie w odnalezieniu tego miejsca znowu pomógł GPS, ale może ktoś sprytniejszy poradzi sobie bez problemu.
Wędrówka pod górę zajęła mi 1:50h, niezły czas. Jest satysfakcja bo to 27 klejnot w koronie - cel coraz bliżej!!
Jest pochmurno i chłodno, więc zjadam kalorie i idę z powrotem - tą samą trasą bo jest najkrótsza, a wiem, że czeka na mnie rodzina.
Cała wyprawa sprawna i bez przygód, turystów spotkałam na szlaku niewielu, w godzinach przedpołudniowych zaczęli się pojawiać piechurzy w większej ilości na dole, w okolicach parkingu.
A to dopiero pierwsza połowa dnia.
Druga z rodziną, rekreacyjnie i "turystycznie", czyli wjazd kolejką na Stóg Izerski, potem krótki spacer grzbietem w stronę Smreka. Ale zawracamy (buuu...) i podziwiamy widoki spod schroniska.
Miejsce spodobało się Mężowi więc postanowił zdobyć szczyt rowerem następnego dnia; ja bym chętnie pochodziła no ale jak się nie da to się nie da, coś dla siebie już miałam, teraz rodzinnie.
Góry Izerskie są bardzo piękne, malownicze, atrakcyjne i niezbyt tłoczne. Daleko do nich ale będąc na zachodzie Polski zdecydowanie polecam. Karkonosze zresztą też ;).