Beskid Niski rowerem i śladami cerkwi
Jak zeszliśmy z Lackowej to wsiedliśmy na rowery - dochodziło dopiero południe więc było dużo czasu na inne aktywności. Wybraliśmy trasę szlakiem cerkwi ( co zabawne, żadna z zaplanowanych tras nie została przez nas przejechana do końca, hahaha).
Ruszamy, najpierw przez Izby w kierunku na Banicę. Jedzie się dobrze bo w dół.
W Banicy podziwiam cerkiew ale tylko z zewnątrz, ksiądz odjechał dosłownie kilka minut przed naszym przyjazdem.
Z Banicy w kierunku Czyrnej, od razu stromo pod górę. Uff... musiałam podprowadzić rower bo serducho i oddech nie nadążały. Jadąc dalej widoki były sielskie.
W Czyrnej dojeżdżamy pod kościół, znowu mijamy się z księdzem!! Ale na szczęście można zajrzeć do wnętrza. Pięknie tu, prawosławny ołtarz z ikonostasem robi na mnie wrażenie.
Ostatecznie nie jedziemy dalej, do Mochnaczki Niżnej - wystraszyło nas grzmiące niebo i widmo srogiego podjazdu na Piorun. Wracamy więc bocznymi drogami, rozkoszując się widokami
Kolejnego dnia, już wyjeżdżając z Krynicy, podjeżdżamy jeszcze do cerkwi w Słotwinach - z zewnąrz bardzo ładna, w środku nic wyjątkowego
Muszę przyznać, ze to co zobaczyliśmy to tylko skrawek bogactw Beskidu Niskiego. To bardzo urokliwa, spokojna okolica, sielska, jak z innej bajki. Chętnie bym tutaj wracała.