Mazury - rowerem

 Wiadomo - jak wypoczynek to na rowerze. Po płaskich ścieżkach nadbałtyckich, Mazury okazały się bardziej interwałowe, małe wzniesienia co jakiś czas zmuszały do wysiłku, na szczęście niedużego; ale za to zjazd był taki przyjemny! Trasy rowerowe mieliśmy tak by zawsze coś ciekawego się zobaczyło albo wydarzyło. Więc po kolei. Oj, to będzie długi post...

1. Zgon - Spychowo.
Pierwsza wycieczka zaraz po przyjeździe na tzw. rozeznanie okolicy. I od razu do miasteczka słynnego Juranda, który dzielnie stoi i pilnuje okolicy. Przywitanie z jeziorami, ciepła i czysta woda. Potem powrót lasem pachnącym. 18km przepedałowane.



2. Wokół Jeziora Nidzkiego.
Całodzienna wycieczka od pola namiotowego Pod Dębem, gdzie można zostawić samochód na leśnym parkingu. Potem brzegiem, podziwiamy widoki. 


Przystanek w Praniu, leśniczówce- muzeum K.I.Gałczyńskiego. Piękne miejsce.


Dalej jedziemy leśnymi drogami, mijając jezioro, wioseczki, ślady przeszłości.


We wsi Wiartel zawracamy i kierujemy się na Ruciane Nida, gdzie w nagrodę czeka nas pyszny okoń w smażalni przy Śluzie Guzianka. I chłodne piwko. 


Po ponad 40km w nogach i sutym posiłku ostatnie 5km odpuściłam i czekałam na przyjazd samochodu, podziwiając przepływające żaglówki.


3. Wokół Jeziora Mokrego.
Zaczynamy od przejechania przez rezerwat Sosny Królewskiej i odwiedziny u ponad 400-letniego Debu nad Mukrem. Potem przystanek na polu namiotowym (z własną pompą wody) i kąpiel w jeziorze - obowiązkowa w tak gorące południe.
Dojeżdżamy do jazu na Krutyni i tu "zonk" - mostek zamknięty dla ruchu. Cóż zrobić... trzeba to jakoś pokonać...

Przejeżdżając na drugi brzeg jeziora cieszymy się że już połowa za nami bo interwały robią swoje! W Cierzpiętach robimy kolejny przystanek w Stanicy Wodnej. Obiadek, kąpiel, relaksik.


Łącznie 26km po leśnych drogach, z czasem na lenistwo - bo w jeździe na rowerze nie zawsze chodzi tylko o pedałowanie ;) 

4. Wokół Jeziora Czos.
Miała być wycieczka do Mrągowa, a wyszła rowerowa wyprawa. Początkowo nawet przez duże "W" bo początek trasy w okolicach Góry 4 Wiatrów był przeprawą przez zarośnięte polne drogi i pagórki, błotniste koleiny - tak to czasem bywa gdy się planuje trasę w ciemno wg.aplikacji. Na szczęście części grupy (męskiej) bardzo się podobało więc chociaż tyle. 

A w Mrągowie miła jazda po bulwarze, przy jeziorze, amfiteatrze, przystani. 
Wjeżdżamy na chwilę do miasta w poszukiwaniu miejsca na przerwę- trafiamy do Małgosia Cafe - słodka rozkosz!! Brownie zrobiło furorę, a ja się rozkoszowałam dawno nie jedzoną W-Ztką.


Droga powrotna szybka bo na horyzoncie zbierają się ciemne chmury - na szczęście tylko postraszyły i udało się nie zmoknąć. Ponad 13km przejażdżki zrobione.


5. Wokół Jeziora Bełdany.
Ostatnia, ale najfajniejsza wycieczka jeśli chodzi o rowerowanie. Z okolic śluzy Guzianki wjeżdżamy w las i powolutku, w cieniu drzew, pedałujemy do Iznoty. Tu wizyta w Galindi (o tym będzie osobno). Stąd już blisko do przeprawy promowej w Wierzbie.

Spod Portu Wierzba wjeżdżamy w świetną trasę rowerową, biegnącą wzdłuż brzegu jeziora, więc pełną pięknych widoków. A do tego świetnie przygotowaną więc jedzie się fantastycznie, duża frajda, można pędzić. Prowadzi ona do jeziora Smolak Mały, ale my odbijamy w kierunku Piasku, by powrócić na śluzę Guziankę - oczywiście na rybkę i piwko; bo po 33,5km się należy, a jak!



Wszystkie trasy były bardzo przyjemne, dające mi dużo radości. Zdrowy wysiłek fizyczny w pięknych okolicznościach przyrody. Mazury z wysokości siodełka rowerowego prezentują się bardzo, bardzo dobrze. Będę do tego wracać, mam nadzieję.