Beskid Śląski - Barania Góra 1220m n.p.m.
Dawno nie wędrowałam... brakowało mi tego. Dlatego poświęciłam dzień roboczy aby wyskoczyć w góry. Ma to plus, bo ludzi niewiele cisza, spokój... Dla mnie to jak terapia.
Wymyśliłam trasę na Baranią Górę. Byłam tu, ale wówczas szłyśmy z B. od strony Węgierskiej Górki; tym razem wybrałyśmy "klasyczną" pętlę od Wisły Czarne.
Z parkingu na końcu sioła ruszamy niebieskim szlakiem wzdłuż Białej Wisełki. I od razu jestem zachwycona jak tu pięknie! Wąwóz odsłania warstwy skał, strumień tworzy malownicze kaskady, wokół miękka zieleń. Magicznie.
Strumień towarzyszy nam całą drogę, nie wiem ile razy go przekraczam - ciągle płynie woda, cieknie swoim korytem lub po prostu ścieżką. Nie przeszkadza mi to - ba! dodaje uroku wędrówce i zapobiega monotonii... Przeskakując potoczki i śmiejąc się z resztek śniegu, spokojnie idę pod górę - szlak prowadzi łagodnie więc wędrówka jest bardzo przyjemna.
Na szczycie wita nas piękna panorama. Mój wyraz twarzy chyba mówi sam za siebie.
Po chwili przerwy ruszamy w stronę Schroniska PTTK na Przysłopie (szlak zielono-niebiesko-czerwony), w dół, kamienistą ścieżką. Zmęczone tym zejściem (bo stopy wykręca na kamieniach i trzeba uważać), dochodzimy do schroniska - wyremontowane, nowoczesne, czyste, dobra kuchnia. Aż się nie chce ruszać. Ale posilone kremem z pietruszki i gruszki, oraz kawą i szarlotką, idziemy dalej. Najpierw czerwonym, potem czarnym szlakiem. I mimo iż droga asfaltowa, to idzie się nad wyraz dobrze - szemrząca obok Czarna Wisełka to cudne urozmaicenie, kwitną kaczeńce, zawilce i inne kwiaty.
Dochodzimy z powrotem do Jeziora Czerniańskiego, potem jeszcze kawałek przez Wisłę Czarne z powrotem do punktu startu. Wyszło ok. 18,5km. To była bardzo piękna, ciekawa trasa. Nie spodziewałam się, że będzie aż tak interesująca: ciepła, słoneczna, różnorodna, smaczna, relaksująca. Mega przyjemna.
Oby częściej!!