Tatry. Z Roztoki do Doliny 5 Stawów Polskich i Morskiego Oka

 Będąc w grudniu na Sylwestra w Bukowinie Tatrzańskiej zarezerwowaliśmy nocleg w schronisku w Dolinie Roztoki, bo nas zauroczyło. Pół roku minęło szybko, i nadszedł czas na wypad w Tatry. A gdy masz zarezerwowany nocleg to wówczas prognoza pogody schodzi trochę na dalszy plan - i tak było z nami tym razem... Nie byłam zbyt optymistycznie nastawiona na ten wyjazd: zapowiadała się deszczowo-burzowa sobota, niedziela już ładna. Plus zalegający wysoko w górach śnieg i związana z nim duża liczba wypadków na naszych destynacjach (Rysy, Szpiglasowy Szczyt) - to zaburzyło moją radość z wyjazdu. Muszę przyznać że byłam pełna obaw o bezpieczeństwo i sens tej wyprawy. No nic, nocleg zarezerwowany, jedziemy, coś się wymyśli! W piątek docieramy do schroniska w nocy, ale cieszymy się że tu jesteśmy.


 Ranek niestety deszczowy więc nastroje nam opadły - z minuty na minutę lało coraz bardziej. Więc ambitne plany trzeba było zmodyfikować do bardziej realistycznych - bo nie zakładaliśmy siedzenia w schronisku cały dzień, co to to nie! 

Więc ubrani w peleryny ruszamy do Doliny Pieciu Stawów Polskich.

Szlak zielony przez Dolinę Roztoki był bardzo przyjemny, na dole zieleń, u góry łachy śniegu. 


Wodospad Siklawa z dużą mocą zrzuca wody na dół. Ode mnie zabrał troski i zmartwienia, choć na chwilę... Pięknie, dostojnie, szacunek do siły natury.


Wielki Staw Polski z taflą lodu, krą, odbijający błękitne niebo i skaliste zbocza. Słońce nam towarzyszyło podczas wędrówki do Schroniska. Trochę nam te widoki kojarzyły się z Islandią, ta surowość i chłód, mimo ciepłych promieni słońca.



Po przerwie przed schroniskiem (na bigos i podziwianie widoków), idziemy przez Świstówkę Roztocką do Morskiego Oka. Szlak pnie się stanowczo do góry, ale gdy robię przerwę na złapanie oddechu, mogę podziwiać piekną panoramę "5-tki". Więc jest super!


Zejście w dół jak zawsze żmudne i męczące. Ale gdy na horyzoncie pojawia się Morskie Oko, wstepuje we mnie nowa energia. I choć niebo zasnute chmurami to i tak jest mi dobrze. Wielki plus to mała ilość turystów (pewnie wystraszyli się niekorzystej prognozy pogody), tak mało ludzi nad MOK-iem dawno nie widziałam.


A potem już w dół asfaltem do schroniska w Roztoce. 
Mimo że trasa zrealizowana inna niż planowna, to i tak bardzo jestem zadowolona. Bo jakże by mogło być inaczej jak się chodzi po Tatrach?!