Ferie zimowe we włoskim stylu - Tarvisio
Już w zeszłym roku mówiłam, że więcej nie pojadę na ferie do Tarvisio (Friuli - Wenecja Julijska)
Niestety. Do szesciu razy sztuka.
Bez entuzjazmu i większej ochoty wybierałam się na ten tygodniowy włoski tydzień. Jedyne co mnie cieszyło to fakt, że będę we Włoszech i że wyrwę się z codzienności.
Okazało się, że nie było tak źle jak się obawiałam. Ba, były miłe niespodzianki i nowe odkrycia (o minusach nie będę pisać). Dopisało słońce i piękna pogoda. Warunki narciarskie były na prawdę dobre, na lekkim mroziku szusuje się świetnie, a równe stoki pozwoliły mi się trochę "puścić" i pojeździć szybciej - mój rekord 67km/h! Odkryłam nowy ośrodek narciarski (Zoncolan - Ravascletto) w którym bardzo mi się podobało. Miło spędziłam czas, intensywnie ale przyjemnie.
Ostatecznie wróciłam zadowolona i pełna pięknych wspomnień.
Ale za rok na 1000% nie pojadę już tutaj na narty!! (oby!).
Wracając do wspomnień i fotografii aby je uchwycić. Większość czasu spędzialiśmy na stoku narciarskim, więc zdjęcia robione podczas jazdy albo z wysokości wyciągu narciarskiego. Mimo iż we Włoszech też nie ma śniegu, to górskie panoramy były ładne, błękit nieba i biel śniegu dodawały kolorytu krajobrazom, zaś słońce hojnie dzieliło swoimi promieniami.