Francja. Chantilly

 To moja czwarta wizyta w ramach obowiązków służbowych w Les Fontaines, firmowym kampusie koło Chantilly. Jak zwykle udałam się na spacer do miasteczka, miałam trochę wolnego czasu, więc postanowiłam go wykorzystać na coś miłego. Główne miejsca Chantilly już znam "na pamięć": 2-3 ulice prowadzące aż do toru wyścigów konnych, zabytkowych stajni i zamku. I choć mi znane, to jednak, jak zawsze, zachwyciły mnie te miejsca.

Przechodząc przez centrum informacji miejskiej urzekła mnie galeria obrazów o koniach. A przy wejściu dwa murale o dżokejach i wyścigach konnych. Widać, jak miasteczko jest silnie związane z tym sportem.


Starałam się trochę poodkrywać nowe miejsca - udało mi się zobaczyć młyn (Pavillon de Manse) i przespacerować wzdłuż Grand Canale. Niestety, park zamkowy był zamknięty (nieczynne we wtorki), bardzo żałuję.

Ponieważ spacerowałam sama, to spacer był uważny, skupiony. Dostrzegałam i przeżywałam detale, momenty, odczucia które wywoływały. Wiele rzeczy wzbudziło we mnie zachwyt, choć nie uchwyciłam ich ulotności. Ale śmiało moge stwierdzić, że podoba mi się tamtejsza architektura, tak inna od naszej, polskiej.

A z ciekawostek: główne ulice w Chantilly było udekorowane ogromnymi różami - bardzo urokliwie.

Nie wiem czy będę miała jeszcze okazję zawitać do Chantilly. Ale lubię klimat tego miejsca. Piękne wspomnienia.