Francja. Les Fontaines

 Czwarte spotkanie służbowe w Les Fontaines. Lubię to miejsce, zameczek chyba nigdy mi się nie znudzi bo wygląda tak bajecznie - zarówno w dzień, jak i w nocy.


Wewnątrz też jest ciekawy, choć nic się tu nie zmieniło przez ostatnie dwa lata.


W tym roku codziennie chodziłam na spacery, głównie po przylegającym parku. Staw pełen kaczek, żab -  ale jest też czapla siwa. Las pełen dźwięków ptaków, sarny dające się od czasu do czasu dostrzec. Ten kontakt z przyrodą pozwolił mi się zrelaksować i wyciszyć podczas intensywnych dni pełnych spotkań i rozmów. Bycie sam na sam z naturą dobrze na mnie działa.


Ale udało mi się odkryć coś nowego w przyzamkowym parku. Grota - przechodziłam koło niej na pewnie już wcześniej, ale jakoś nie zwróciłam uwagi. I zabudowania na zachodnim koncu parku.


Te na wschodnim znam dobrze, ale wciąż mi się podobają (na dwóch ostatnich zdjęciach ta sama budowla - dwie elewacje, od wewnątrz i od zewnątrz otaczającego posiadłość muru).


Bonusowo, w tym roku miałam okazję pograć w Pentaque, czyli w bule. To typowa francuska, gra, już wcześniej podczas wakacji w Prowansji w nią grałam; przyznaję, że ją lubię, choć nie jestem jakoś specjalnie dobra. Ale jest prosta i pozwala na interakcje z innymi.


A z nietypowych gier - w ramach zabaw integracyjnych, stworzyliśmy orkiestrę w stylu etno - na bębny, grzechotki (cabasa), marakasy. Supera zabawa.


Podsumowując, kampus Les Fontaines jak zawsze wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Czuję się tu prawie jak u siebie. Może jestem księżniczką?!