Dolomity. Nuvolau

 Tak się złożyło, że w te wakacje dwa razy zawitałam w Dolomity. 15 sierpnia (Wniebowzięcie NMP) to zawsze okazja na tzw. długi weekend i wyjazd. Znajomi postanowili pokamperować pod alpejskie szczyty, a ja chętnie zabrałam się z nimi. Po pierwsze Dolomity - zawsze! Po drugie kampery - fajne doświadczenie, rzadko mam okazję.

W środowe popołudnie wyjeżdżamy z Polski, kierujemy się w rejon Cortina d'Ampezzo. Na miejsce zajeżdżamy w środku nocy, koło 3ciej, parkujemy na Przełęczy Falzarego. Wita nas gwiaździste niebo i zarysy gór.

Rankiem zachwycamy się piękną pogodą i super widokiem! 

Pierwszy dzień to wędrówka na Nuvolau. Zaczynamy z przełęczy szlakiem 441, mijamy maleńkie Lago di Limedes i idziemy w stronę skał. Tu zaczyna się ostrzejsze podejście, ale obracając się aby złapać oddech oczy cieszą szczyty po drugiej stronie przełęczy: masywy Lagazuoi i Tofany.

A przed nami masyw Averau. Widoki coraz lepsze, coraz szersze panoramy gór osładzają mi wędrowkę. Na Averau się nie wspinamy, trawersujemy zbocze aby dojść do schroniska, przycupniętego na przełęczy pomiędzy Averau i Nuvolau.


Przy Rifugio Averau robimy przerwę, ja podziwiam klmiatyczne malunki, wiszące krzesełko (?!), urokliwy stary piec - te elementy nadają temu miejscu przytulny charakter.


A tuż za schroniskiem skośny masyw Nuvolau - nasz cel. Ruszamy dalej. Idzie się cały czas pod górę, po wielkim platau - sapanie ale widoki zacne!


W końcu, zasapana, docieram na szczyt. Siadamy z tyłu, i podziwiamy widoki.
Doliny zostały hen, hen poniżej, wstążki dróg, zieleń łąk - a tu u góry biel skał i błękit nieba. W dole srebrny sznur samochodów, stojących wzdłuz drogi na Passo Giau. Chyba dobrze, że tam nie pojechaliśmy, te tłumy nam nie są potrzebne.



Pamiątkowe zdjęcia, nie mogę się napatrzeć na te panoramy!!


A tak to wyglądało z drona.


Siedzi się tu świetnie, ale na horyzoncie pojawiają się ciemne chmury - pora schodzić. Idziemy w stronę Cinque Torri, mając przed oczami coraz groźniejsze chmury i nadciągający deszcz. W ostaniej chwili wchodzimy do schroniska Rifugio Scoiatolli. Za chwilę słyszmy dudniący o dach deszcz i grad (!!).


Po burzy pogoda wraca do normy, znowu roibi sie ciepło i przyjemnie. Widoki sztos!
Schodzimy w dół, do doliny, spokojnie, bez po,śpiechu.


A koło Rifugio San Gallino, taki oto czerwony wagonik. Jeszcze chwila i jesteśmy z powrotem na Passo Falzarego.


Piękna, widokowa trasa, przyjemne wędrowanie bez większych trudności i znoju. Idealnie.

Tak mniej więcej wyglądała trasa wg. www.mapy.com