Czerwiec, lipiec - podsumowanie

Nie wiem jak to się stało, ale umknęło mi napisanie postu podsumowującego czerwiec... więc teraz połącze dwa miesiące w jednym.

Więc czerwiec. Poza wydarzeniami, które już opisałam, nie działo się nic wyróżniającego. Głównie spacery, począwszy od Parku Śląskiego, po katowicki Park 3 Stawy. Były też wycieczki na rowerze, nad sosnowiecki Balaton, oraz do Lasu Zagórskiego. Te zdjęcia lubię najbardziej. 

W czerwcu zaczęło się lato, i choć tegoroczny czerwiec nie rozpieszczał pogodą, to przyroda przystroiła się w kolory kwiatów. Nawet pod biurem jakoś radośniej. 

 

Lipiec kontynuował eksplozję kwiatów, kolorów, bujnej zieleni. Róże w ogrodzie siostry i mamy nie zawiodły jak zawsze.

Ja zaś zrobiłam sobie swoją małą enklawę na balkonie, na którym przesiaduję ile tylko mogę. Drzemki w hamaku  - niezastąpione.


Odwiedzałam też moje rodzinne Bukowno, spacerując wzdłuż pustego już koryta Sztoły. Taki smutny widok... Dla przypomnienia, mój ostatni zachwyt Sztołą z 2021 roku tutaj; porównianie tych samych miejsc bolesne, koniec pewnej epoki...


Udało mi się też wyciągnać kilka razy na spacer mojego Syna. 
Raz do Jaworzna, nad tzw. Malediwy, czyli Zbiornik Wydry. Byliśmy późnym popołudniem, kiedy słońce złociło skały.

Drugim razem, Park 3 Stawy, również pełen życia.


Z ważnych rzeczy, które się wydarzyły i warto wspomnieć, to zdana matura mego Syna!! Duma mnie rozpiera, wzruszenie ściska serce. Poszło mu na prawdę dobrze. Drżałam o wyniki, bo należę do tego typu ludzi, którzy dopiero wierzą jak widzą "na papierze". Na szczęscie egzamin zdany z dużym zapasem. Brawo, brawo, brawo!!

Czerwiec i lipiec to miesiące dużej niepewności w życiu prywatnym, wyczekiwania, przemyśleń, prób planowania... niełatwo mi się żyje ostatnio, nie wszystkie spojrzenia za siebie są przyjemne. Często się pytam "jaka jestem?". Wciąż odkrywam kolejne odpowiedzi na to pytanie...