Skoro w Dolomitach kamperowaliśmy pod Lagazuoi i podziwialiśmy ją cały czas z Przełęczy Falzarego, to naturalne było że idziemy na jej szczyt. Ja byłam tutaj już w 2023 (tutaj post) ale tym razem wybraliśmy inną trasę, więc z chęcią przystałam na taki plan wycieczki. Pod górę wybieramy ferratę Sentiero dei Kaiserjäger, o niskiej wycenie A, więc takiej "na lajcie". Podchodzimy pod nią od Passo Falzarego, idzie się cieżko bo słońce praży, a ostatni odcinek pod skałę to same "zygzaki". Ale gdy widzimy pierwszą atrakcję - mostek, to wstępuje w nas nowa energia!
Posuwamy się gęsiego ferratą, która jest łatwa i de facto można ją przejść bez przypinania się do stalowej liny. Gdy idziemy dalej, natrafiamy na tunel z czasów I Wojny Światowej (jest ich tutaj całe mnóstwo!) - dla nas to ślepy zaułek, wychodzimy i wracamy na szlak.
Szlak nie wymaga dużej uważności, ani nawet przypinania się do lin - ot, można się podtrzymać na wszelki wypadek. Im dalej idziemy, tym piękniejsze widoki.
Dochodząc do grani widzimy skalny ustęp i szczyt Lagazuoi Piccolo (2778m n.p.m.). Ale najpierw dech nam zapiera cudowna panorama na masyw Lagazuoi i inne szczyty. To jest niesamowite... Tak to zapamiętałam dwa lata temu - magiczny, nieziemski krajobraz. Dalej robi na mnie zapierające dech wrażenie.
To jest chyba najpiękniejszy widok podczas tego wyjazdu.
Na szczycie oczywiście sesja fotograficzna, filmiki dronem - sceneria fantastyczna! Na szczycie Lagazuoi Piccolo jest pamiątkowy krzyż i ławeczka, oraz pomnik/rzeźba z wojennego pocisku, aby upamiętnić wojenne zmagania w tym miejscu.


W tym miejscu mogłabym zostać "na zawsze" - siedzieć i patrzeć. Ale trzeba iść dalej, do schroniska. I znowu udaje nam się zsynchronizować przerwę w schronisku z burzą (z gradem!!), więc świetnie. Czas w schronisku wypełnia jedzenie, picie, rozmowy i łapanie lokalnego kolorytu.
Gdy już burza przejdzie, a my zjemy, wypijemy drinki, a potem i kawę... pora schodzić. Po deszczu ciut chłodniej, ale nie pada.
Niestety, przegapiamy wejście do tunelu - Galleria (tego, którym w 2023 wchodziłam do góry), nie chce nam się podchodzić znowu pod górę; schodzimy więc normalnie na dół. Schodzimu najpierw stokiem narciarskim, potem odbijamy na szlak biegnący wzdłuż skalnej ściany, aby na koniec, zakosami zejść na sam dół, do przełęczy Falzarego. Ta dolna część pokrywa się z wędrówka z 2023, tyle że teraz pokonuję ją w przeciwnym kierunku.



Spokojnie, w promieniach zachodzącego słońca, wracamy do naszych domków na kółkach.
To była bardzo przyjemna wędrówka, pełna pięknych panoram i zapierającyh dech w piersiach widoków. Wszystko budziło mój zachwyt, pomieszany z wewnętrznym spokojem i wdzięcznością,
Nie wiem czemu ale nie udało mi się wytyczyć trasy na mapy.com zgodnie z naszą marszrutą; wrzucam więc podzielone na dwa odcinki, które łęcznie oddają naszą dzisiejszą trasę.