Sosnowiec ma dwa Pałace Schoena - bo dwóch braci przemysłowców tu rezydowało. Pierwszy pałac, dobrze znany, na ul.Chemicznej (Pałac Ernsta) - muzeum oraz Pałac Ślubów; drugi pałac, mniej dostępny, na ul. 1 Maja: Pałac Oskara Schoena. I ten właśnie odwiedziłam tym razem.
Pałac nosi różne nazwy: Pałac Oskara Shoena, Pałac Franza Schoena; a obecnie nazywa się go Pałacem Emmy. Była ona żoną Franza, jej imie wybiło się na pierwszy plan, jako że była główną osobą odpowiedzialną za wystrój i wygląd pałacu i przylegających do niego ogrodów. Zwiedzanie zorganizowane było przez Pałac Schoena Muzeum w Sosnowcu. Gmach był przez prawie 100 lat siedzibą Sądu, pod koniec zeszłego roku został przekazany muzeum.
Ja miałam okazję być tu kilka lat wcześniej, również na okazjonalnym zwiedzaniu (post tutaj).
W środowe południe podjeżdżam wiec z koleżanką pod gmaszysko, trochę piękne a trochę straszne.
W holu zebrała się grupa i pani przewodnik rozpoczyna opowieść o tym miejscu, jego stylu (mieszance stylów), mieszkańcach, historii. Słucha się tego bardzo dobrze, oglądając wnętrza. A wnętrza... coż, mieszanka zachwytu i smutku. Zachwytu, bo historyczne elementy dekoracyjne są dobrze zachowane; smutku, bo wszystko przykrywa gruba warstwa brudu, puste sale z poprzecieranym parkietem i brudnymi ścianami na których "widziałam orła cień" - czyli odbite ślady po godle Polski. Ale po kolei.
Hol dawniej pełnił funkcję salonu. To pierwsze Wow przy podziwianiu pałacowych wnętrz. Ogromne secesyjne okno, nad głowami świetlik - rozeta przypominająca pajęczą sieć. Jak w całym pałacu, mieszają się tu style. Ja podziwiam kwietne roślinne ornamenty, proste stokrotki i róże, ale też liście wawrzynu i secesyjne głowy kobiet (maszkarony?).
Gdy wyjdziemy schodami do góry, widzimy hol z innej perspektywy - równie ciekawie się prezentuje, ze szklanym sufitem na pierwszym planie.
Ale zanim wejdziemy na piętro, wchodzimy też do sali jadalnej pałacu (po lewej od wejścia). Duża, pusta. Szukam detali, które mogłyby dać wyobrażenie jak to wnętrze wyglądało wcześniej.
Przechodzimy przez pokój muzyczny (mini wystawa o historii pałacu), do pięknej sali balowej. To drugie Wow w tym pałacu. Pięknie, bogato zdobiona w stylu barokowym i rokoko. Ach, ile tu się dzieje na ścianach! Sufit jest tutaj jednym z ważniejszych elementów - fresk przedstawiający Wiosnę/Florę.
Dalej jest mały pokój biblioteczny - pokój męski. Został w nim kominek i ozdobne odrzwia z regałami na książki.
Na piętrze niewiele do zwiedzania - pokoje służyły chyba jako pomieszczenia biurowe sądu; puste, gołe i brudne ściany, stary parkiet. Jedyne co warte uwagi to przejście w szafie, którym można dostać się na poddasze po dawnej oranżerii - po zimowym ogrodzie został tylko szkielet stropu, teraz przykryty dachem.
Z piętra schodzimy bocznymi schodami do podziemi, aby zobaczyć sądowe kazamaty - powrót do teraźniejszości.
I to już koniec zwiedzania.
Miejsce wyjątkowe, nie ma wątpliwości. Duży nakład finansowy jest potrzebny aby zaadaptować je do potrzeb muzealnych; na piętrze ma być wystawa stała o historii Sosnowca, na dole sale wystawowe. Trzymam kciuki za powodzenie tego przedsięwzięcia.
Jest jakiś sentyment, nostalgia, ale też nadzieja...
Czekam na kolejną wycieczkę po wnętrzach Pałacu Emmy, gdy będzie już pięknym muzeum.