Wiosna przyszła wreszcie z wyższymi temperaturami i błękitnym niebem. Sobotę zapowiadano jako pogodną i ciepłą, a mając gdzieś na horyzoncie zapowiadane deszcze i spadek temperatury, postanowiłam wykorzystać dzień na wędrówkę. Udało mi się nawet znaleźć towarzystwo - dołączyła do mnie Kari na babskie rozmowy o damsko-męskim świecie.
Ale wracając do wędrówki. Nie miałam ochoty na długą jazdę (bo rozważałam samotną wycieczkę), więc wybrałam na cel znane mi dobrze Skrzyczne - licząc że jeszcze sezon rowerowy nie jest w pełni więc ludzi powinno być znośnie.
Ruszamy z Ostrego (Lipowa, Ostra), z dużego darmowego parkingu; jesteśmy tu koło 8:30 ale już jest sporo aut. Wędrówkę rozpoczynamy szlakiem niebieskim, stromo pod górę. Organizmy muszą się przyzwyczaić do takiej intensywności więc na początku sapanie na całego. A potem już lepiej, choć szlak jest dosyć stromy. My sobie idziemy spokojnie, bez pośpiechu. Rozmawiamy tak intensywnie, że nie robię nawet zdjęć! Dopiero z tarasu schroniska łapię panoramę na Jezioro Żywieckie. Niebo błękitne ale przejrzystość słaba, Pilsko i Diablak ledwo majaczą przy linii horyzontu.
Odpoczywamy w promieniach słońca na tarasie, ludzi tak średnio, więc jest przyjemnie.
Posilone, i "odpocznięte", idziemy dalej w stronę Małego Skrzycznego zielonym szlakiem. O dziwo, szlak jest ze śniegiem, dosyć zmrożonym i trochę śliskim; udaje się przejść bez problemów na szczęście.
Za Małym Skrzycznym otwiera się przed nami piękna panorama. Ludzi więcej, idących w obie strony, spodziewałam się tego więc nie narzekam. A nam się idzie tak szybko, że nawet nie wiem kiedy dochodzimy do Malinowskiej Skały.
Oczywiście zdjęcie na skale musi być!
Na samej Malinowskiej Skale tyle ludzi (!!), że nawet się nie zatrzymujemy żeby się obejrzeć podziwiać widoki. Idziemy dalej zielonym szlakiem do rozstajów pod Malinowską Skałą i skręcamy w żółty szlak prowadzący z powrotem do Ostrego. Szlak jest kamienisty więc idziemy uważnie, ludzi nie za dużo, dobrze jest. Ostatnia część prowadzi drogą asfaltową (stopy odpoczywają od wykręcania na kamieniach), a obok płynie potok Leśnianka - bardzo przyjemna ta dolinka. Brakuje jeszcze tylko takiej wiosennej zieleni, soczystej i żywej - lasy jeszcze brązowe, budzą się powoli, pączki jeszcze nie wystrzeliły.
Bardzo mi ta wędrówka minęła szybko. Choć w nogach 16 km!! Dużo rozmawiałyśmy, mniej zwracałam uwagę na otoczenie i przyrodę. Nauczka na przyszłość aby znaleźć balans i nie przegapić tego, po co się jedzie w góry - kontaktu z naturą.
Dopiero w domu poczułam zmęczenie. Minęło następnego dnia, ale radość z dobrego dnia została.
Wg https://mapa-turystyczna.pl tak wyglądała nasza trasa.