Podsumowanie kwietnia

 Kwiecień nie był zbyt ciepły, wiosna rozwijała się powoli, pośród chłodnych poranków i zimnego wiatru, choć słońce wreszcie zaczęło regularne wędrówki po błękitnym niebie. Zaczęłam więcej spacerować, podglądać przyrodę i cieszyć się jej barwami - nowe życie, nowa energia, nowa nadzieja.

Na początku miesiąca z siostrą, siostrzenicą i jej brzuszkiem, byłyśmy na meczu siatkówki w ramaich Ligi Mistrzów - Aluron CMC Warta Zawiercie vs  Cucine Lube Civitanova. Stawką było wejście do finałowej Final Four Ligi Mistrzów.  Udało się - dobre widowisko wygrane przez Jurajskich Rycerzy 3:0


Wiosna się panoszyła w przyrodzie, słońce coraz śmielej grzało, pąki wybuchały kolorami i delikatnością płatków. Dzike wiśnie, leśne zawilce, sasanka, szpaler drzew w parkowej alejce. I dzika grusza (tak mi się wydaje) na Huberusach tonąca w kiściach kwiatów. I ogniste tulipany. To moje kwietniowe zachwyty.


Był też czas na rodzinne wspomnienia z moja mamą, słuchanie jej opowieści z czasów młodości. Trochę nam mama napędziła strachu swoim atakiem neurologicznym, więc więcej uwagi było na nią skierowne. Czas płynie...


I wreszcie - pierwsze balkonowanie!


A wspomnienia ruszyły lawiną na spotkaniu klasowym z okazji 30 rocznicy matury: I LO w Olkuszu, klasa E, matura 1996. Oj, było fantastycznie - rozmowy jakbyśmy się dopiero co rozstali! 


A ostatni spacer po Parku im.J.Kuronia w sosnowieckim Kaziemirzu to feria soczystej zieleni w błękicie, i jakiejś dzikości - nie wiem skąd to się nagle we mnie (? bo ja tak odczułam przyrodę) wzięło.