Azory - Sao Miguel. Ponta Delgada. Azorskie smaczki
Jeden post chcę poświęcić miasteczku Ponta Delgada. Nie zwiedzałam go w tradycyjny sposób, bardziej spacerując i podglądając.
Centrum starego miasta to plac przy kościele św.Sebastiana (Igreja Matriz de São Sebastião). Zarówno w dzień jak i w nocy wyglądał ładnie, w XVI-wiecznym stylu nazwanym przeze mnie hiszpańsko-kolonialnym, wszechobecnym na wyspie (większość starych budynków jest bielonych z ciemnobrązowymi krawędziami). Wokół oczywiście ogródki restauracyjne i ozdobny bruk (o tym potem).
Jest też stara brama miejska (Portas da Cidade), a za nią pomnik Gonçalo Velho Cabral (jeden z odkrywców Azorów).
Jak wspomniałam, większość starych budynków jest w tym samym stylu na wyspie - tutaj kościół św.Piotra (Sao Pedro) oraz bryła Muzeum Carlosa Machado w budynku dawnego klasztoru.
Nadmorska promenada przy porcie jest bardzo ładna, dobrze się tu spaceruje. Jest taras widokowy zwrócony na miasto, bo w stronę oceanu widać port więc mało efektownie. A wieczorem światła miasta odbijają się pięknie w wodzie (widok z pasażu z restauracjami).
Jest też Fort de São Brás, obecnie muzeum wojskowe (zamknięte w porze naszego spaceru).
Stare miasto to wąskie uliczki, jeszcze wąższe chodniki, ruch samochodów "na lusterka". Ale to co wyróżnia Porta Delgada to mozaiki na chodnikach. Mnie urzekły swoimi wzorami. Kilka udało mi się sfotografować. Ten w morskie motywy to był sztos!
Bonus 1:
Azory słyną też ze swojej pogody. Wg naszego przewodnika, rzadko trafia się tutaj dzień bez deszczu. Faktycznie, mieliśmy różnorodność pogodową, w zależności w którym miejscu wyspy byliśmy, albo jak wysoko nad poziomem morza. Ale nawet w miasteczku zdarzało się że patrzyłam przez okno pokoju hotelowego i w przeciągu 10 minut było pochmurnie/padało/upalnie słonecznie. Deszcz padał kilkakrotnie, raczej drobny, ciepły, chwilowy. Chmury pędziły po niebie choć nie czuło się wiatru; poranki raczej z przychmurzonym niebem, potem coraz mniej chmur w ciągu dnia, a na koniec znowu więcej. Ot, jak na tej koszulce.
Bonus 2:
Azorskie specjalności to oczywiście ananas. Na pierwszym zdjęciu z marakują, również tu chodowaną.
Poza owocami w sklepie z pamiątkami znalazł się tradycyjny chlebek Bolo Levedo, drożdżowy, lekko słodkawy. Dżemy z lokalnych owoców, wyspowe miody. Portugalskie ciasteczka Queijadas w różnych wersjach. Wołowina to specjalność azorów, a ich znak rozpoznawczy to łaciate, biało-czarne krowy. A jak wołowina, to mleko i sery - te najlepsze to Queijo São Jorge z wyspy São Jorge. Ale bardzo dobry był też ser typu mozarella, którym nas raczono na śniadaniach.
Poza jedzeniem, sklepy z pamiątkami uginały się od typowych gadgetów "made in china". Ale można też było znaleźć ceramikę stylizowaną na lokalną - klasyczna terakota albo niebiesko-biała Azulejos. Trudno mi powiedzieć czy była orygnialna, ręcznie robiona, czy nie. Ale podobała mi się.