Warszawa cz.III



Pogoda okazała się dla nas łaskawa, miał padać deszcz a zrobiło się całkiem przyjemnie. Więc postanowiliśmy podjechać do Łazienek Królewskich. Bardzo urokliwy park, nie wiem czemu sprawiał na mnie wrażenie jakiejś bajkowości, romantyczności, tajemnicy. Ludzi nie było za dużo - towarzystwa dotrzymywały nam wiewiórki, pawie i kaczki. Dobrze się tu odpoczywało, mogłabym tak cały dzień.



 
 






Będąc na Myśliwieckiej nie mogło zabraknąć 3-ki...


 A na koniec dnia coś "dla mężczyzn" czyli PGE Narodowy. Z zewnątrz jest imponujący, barwy narodowe robią wrażenie, że nie jest to "zwykły" stadion. Weszliśmy pod samą kopułę  muszę przyznać, że widoczność jest świetna nawet z tak duże wysokości; niestety pusta płyta nie jest tak efektowna. Myślę, że prawdziwe walory tego miejsca można ocenić tylko podczas widowiska sportowego i tłumów ryczących "POLSKAAAA....!!!"





To już koniec zwiedzania Warszawy; jeszcze tylko pokaz fontann wieczorem i żegnamy się z miastem.
Wywozimy bardzo pozytywne wrażenia, choć dwa dni były intensywne, to dominowały same pozytywne uczucia. Mnie podobało się chyba wszystko, jedno bardziej, drugie mniej ale nie mogę znaleźć nic na co mogłabym narzekać. I tak powinno być zawsze. Cieszmy się tym co mamy.