MTB Rabsztyn - Klucze - Rabsztyn.
Mąż chciał mi dziś pokazać fajną rowerową ścieżkę w bukowym lesie, którą jechał na zawodach MTB Bike Maraton. Ponieważ nie było konieczności zrobienia pełnej trasy (30km), postanowiliśmy wyruszyć z Rabsztyna.
Więc spod zamku wyruszamy czerwonym szlakiem rowerowym w kierunku Bogucina. Zaczyna się miło, lasem, szutrem, lekki podjazd ale też fajny zjazd do wsi; tu tylko przejeżdżamy przez drogę i znowu wbijamy się w las. Pniemy się pod górę po piaszczystej drodze wiodącej zboczem Góry Zamczysko. Na szczęście potem jest w dół, prosto do Jaroszowca.
I tu znowu tylko przecinamy drogę, mijamy Sanktuarium NMP i znowu do lasu! I tu zaczyna się problem... ścieżki rowerowe biegną bokami, my zaś, zgodnie ze śladem z MT Bike Maratonu, pedałujemy stromo pod górę. Ja mam dość, moje płuca płoną! A gdy się okazuje, że powinniśmy nie skręcać w lewo tylko jechać bardziej w prawo - a tym samym wrócić się pod górę, powiedziałam: Ja Pas! Takie ekstrema nie dla mnie. Mąż potulnie zjeżdża więc ze mną, i jedziemy zieloną trasą rowerową - nie wiemy dokąd prowadzi ale postanowiliśmy trochę nią pojechać, zobaczyć... Jest różnie, czasem pod górę, czasem w dół. Mijamy uroczą leśną kapliczkę - niestety, nie znalazłam tego miejsca na mapie, schowana w lesie świątynia zadumy...
Dojeżdżamy do domostw w Kluczach! Więc skoro tu już jesteśmy, to ja wybieram jak dalszy cel wycieczki - Wzgórze Czubatka. Tam docieramy już asfaltem, i odpoczywamy podziwiając Pustynię Błędowską.
Drogę powrotną wytyczamy inaczej, do Bogucina Dużego boczną drogą (asfalt lasem), potem już wjeżdżamy z powrotem na czerwoną trasę rowerową i znowu wspinamy się pod górkę aby zjechać w dół - ale jak wiesz, że to ostatni podjazd, to jedzie się o wiele, wiele lepiej.
Na koniec postanawiamy zobaczyć jeszcze zamek w Rabsztynie, który niestety okazuje się zamknięty dla turystów. Zjeżdżamy koło Chaty Kocjana- przeurocza! - i wracamy na parking. Koniec.
Mimo że trasa nie za długa, 20km, to dała mi w kość. Jazda pod górę to dla mnie duże wyzwanie, o ile asfaltem jest jeszcze ok, to po leśnych wybojach i osuwającym się gruncie, to dla mnie męczarnia.
Ale ogólnie nie było źle ;).