Bieszczady cz1. - Baligród i okolice

Tegoroczny urlop był pod wieloma znakami zapytania, głównie przez remont ciągnący się do połowy wakacji - ciężko było coś zaplanować jeśli chodzi o lokację bo z kasą krucho, no i został tylko sierpień więc mało elastycznie co do daty... Ale ostatecznie dwa tygodnie urlopu bierzemy i spędzamy je w Polsce. Najpierw kilka dni u znajomego w Bieszczadach (nota bene cudowna miejscówka!!), w okolicach Baligrodu. Dla mnie ok bo Biesy to piękne miejsca i chciałam je pokazać Młodemu.
W czwartek Bieszczady witają nas dobrą pogodą - cieszę się że słonko świeci bo do poprzedniego dnia lało tu strasznie. Ruszamy na rekonesans okolicy, czyli Baligród i stojący tu czołg T-34, Cmentarz Wojenny Żołnierzy Polskich i Radzieckich, cerkiew z dzwonnicą. A wracając podziwiamy mały wodospad i stare chatki drewniane, zapomniane, świadectwa historii zwykłych ludzi...


Kolejny dzień zaczyna się słonecznie, więc ruszamy na rowerach poznawać okolicę. I tu zderzenie planu z rzeczywistością - podjazdy okazują się ponad nasze możliwości i na 2km ostrej jazdy na najniższym przełożeniu pod górkę dajemy za wygraną i zjeżdżamy z powrotem do wsi. Więc plan awaryjny - jedziemy do Rabskiej Doliny. Tu jest płasko i bardzo ładnie, mnóstwo fajnych miejsc do zobaczenia: kamieniołom, gołoborze, Rabskie źródełko wody mineralnej.


Po przejechaniu kilkunastu kilometrów ruszamy w okolice Lipowca coś zjeść - do Osady Ostoja i tamtejszej Leśniczówki. Na początek dobre wrażenia już, bo restauracja jest wysoko więc i widoki przyjemne na góry, a obok stary piec do wypalanie węgla drzewnego. Sam lokal w wiejsko-leśnym klimacie ale jakoś mi ten kicz odpowiada - zwłaszcza gdy za płot przychodzi stadko danieli i prychnąwszy na ludzi udaje się w cień skubać trawkę. Piwko lokalne też było, choć przyznam szczerze, że nie przypadło nam do gustu.