Bieszczady. Cerkiew w Łopience

 Mój plan na ten rok zawierał dwie podróże w miejsca, w których dawno nie byłam: nad Bałtyk i w Bieszczady. Niestety, nad morze się nie udało. Tym bardziej zawzięłam się, aby jechać w Bieszczady. Jesienią. Będzie pięknie. 

Udało się dokoptować dwie koleżanki (A + B), w ostatni weekend października. Choć prognozy pogody były "takie sobie" (eh... ten październik cały taki nijaki...), jedziemy w piątek na południowy-wschód Polski.

Na piątek zapowodano deszczową pogodę. Trochę czasu zajęła nam podróż (5:20h), więc aby nie zmoknąć za bardzo, ale też wykorzystać dzień, postanowiłam wybrać się do cerkwii w Łopience. Nie byłam tu wcześniej, a to takie znane, "kultowe" miejsce; i jest krótka trasa więc idealna na spacer w deszczu.

Około 13:00 jesteśmy na parkingu, deszcz pada raz mocniej, raz słabiej. Ale z nami nie ma "miękkiej gry" - wkładamy peleryny, łapiemy parasol i idziemy. Wybieramy wariant ścieżką spacerową (czerwoną) - świetny wybór iść tak przez las, podziwiać jesienne kolory. I salamandrę.

Po drodze miajmy też wypał w Łopience. Szybko robię zdjęcie - bo płatne 5zł! Retorty to dla mnie nie nowość bo widziałam je już wcześniej w Bieszczadach. Z jednej strony zdaję sobię sprawę, że to "pod turystów", ale z drugiej strony coś przetrwa...

Do samej cerkwii dochodzimy szybko. Wygląda ładnie - aż za ładnie! Spodziewałam się czegoś bardziej niszowego, zapomnianego, nadszarpniętego zębem czasu... a tu białe mury i wszystko takie "jak nowe" (całość pięknie odbudowana i odnowiona z zewnątrz, prace wciąż trwają). 

W środku dosyć ascetyczny wystrój: Cudowny obraz (kopia) na ścianie, skromny ołtarz, proste ławki... Ikona Matki Boskiej błyszczy złotem, a po drugiej stronie drewniana rzeźba Chrystusa Bieszczadzkiego. Mnie się tu podoba, tak inaczej.....

Wracamy drogą samochowową, zadowolone że się wybrałyśmy, mimo deszczu. 

Zajeżdżamy na nasz nocleg do Bacówki pod Małą Rawkę. Bardzo lubię to miejsce, mam do niego sentyment. Trochę się pozmieniało - nowi dzierżawcy, remonty/odnowienia... inaczej, ale jestem pozytywnie nastawiona do zmian więc nie oceniam, akceptuję. Byle atmosfera została, było ciepło i miło.  Kultowe naleśniki z jagodami wciąż są - inne, ale dobre.

Pierwszy dzień bieszczadzkiej przygody udany, pełen dobrej energii.

A tak wyglądała trasa do cerkwii wg https://mapa-turystyczna.pl: