Bieszczady. Mała i Wielka Rawka. Krzemieniec

 Po wczorajszym udanym dniu, apetyt na kolejne wędrówki był duży. Mimo iż w sobotni wieczór i noc padał deszcz, liczyłam że pogoda będzie łaskawa. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Ale po kolei.

Poranek był mglisty i mokry, zaplanowałyśmy niezbyt długą trasę, więc na spokojnie wyruszyłyśmy po śniadaniu i kawie.

Najpierw zielonym szlakiem na Małą Rawkę - uh... stromo tu! W lesie lekko mgliście, nastrojowo.


Gdy wychodzimy już ponad las, otacza nas mgła i bardzo siliny wiatr. Idziemy dalej, bo nie ma co tu stać skoro nic nie widać (a widoki z Małej Rawki w 2018 wyglądały pięknie, post tutaj. ). 
Droga na Wielką Rawkę wietrzna, mglista, błotnista. Chowamy się przed wiatrem za kamiennym obeliskiem i szybko decydujemy co dalej. Jeszcze młoda godzina - idziemy dalej, do Krzemieńca.


Gdy schodzimy ze szczytu i skrywamy się w leśnym krajobrazie, mgła jest dalej, ale wiatr daje nam odpocząć. Zaczynamy wędrówkę wzdłuż granicznych słupów, odliczając od 13 do 0. Las ma bajkowy, tajemniczy wygląd. Cudnie.


Szlak prowadzi początkowo w dół, dalej miejscami płasko, miejscami pod górę. Idę spokojnie, aż do polany z czarnym obeliskiem na trójstyku granic Polski, Ukrainy i Słowacji.


Robimy przerwę na popas; wzmocnione idziemy z powrotem na Wielką Rawkę tylko po to, by zejść z niej w kierunku Ustrzyk Górnych niebieskim szlakiem.
I znowu - poniżej wierzchołka jest bezwietrznie, ale mgliście i nastrojowo.


Idziemy prze las bukowy, w dół, uważając by się nie poślizgnąć na mokrych liściach. W końcowym odcinku szlaku towarzyszy nam potok Wielka Rawka, bardzo malowniczy w jesiennym anturażu, z licznymi mini-kaskadami.


Dochodzimy do parkingu Rzeczyca i ruszamy w kierunku Ustrzyk. Ale udaje nam się złapać busika na Przełęcz Wyżniańską, więc ze zwiedzania miasteczka nici. Kupujemy pamiątkowe magnesy na parkingu, i ruszamy drogą do Bacówki pod Małą Rawką, podziwiając znane nam już dobrze widoki na szlak, którym właśnie wędrowałyśmy - wciąż skryty w chmurach.


Tak wyglądała nasza wędrówka wg https://mapa-turystyczna.pl


W schronisku spędzamy leniwy wieczór, jest niedziela ale pusto tu, nocuje tylko 7 osób wliczając naszą trójkę, aż dziwnie... 
Poniedziałkowy poranek atakuje nas słońcem i dobrą pogodą! Boli, że wczoraj tak nie było; dzisiaj nie skorzystamy, musimy wracać do domu. 
Na osłodzenie nam powrotu, w drodze gdzieś w kolicach Majdanu, spotyka nas miła niespodzianka - drogę przebiega nam wilk, klucząc między pojedynczymi zabudowaniami - to się nazywa "bieszczadzki klimat"!!

To był kolejny, udany wyjazd, który dał mi dużo energii i wrażeń - wdzięczna jestem za to. Bardzo się cieszę, że się zmobilizowałam, nie odpuściłam. Cieszę się też, że miałam towarzystwo. Początkowo myślałam o samotnym wyjeździe; teraz z perspektywy czasu myślę, że samotne wędrowanie nie byłoby jeszcze dla mnie w pełni komfortowe, dobrze mieć wsparcie innych. Ale nie wykluczam samotnych wyjazdów w przyszłości.
Bieszczady piękne, naturalne, w porównaniu z Tatrami mniej tłoczne. Piękne przestrzenie, czuć tą wolność, spokój, jakby czas płynął inaczej. Tak to odbieram. Bardzo mi tu było dobrze.
Do następnego razu Bieszczady!