Bieszczady. Połonina Wetlińska

 Podczas wcześniejszych pobytów w Bieszczadach, przeszłam przez Połoninę Caryńską - teraz czas na Połoninę Wetlińską. Chciałam też zobaczyć Chatkę Puchatka w nowej odsłonie (nie pamiętam, czy byłam tutaj wcześniej, na obozie wędrownym w liceum...).

Poranek w schronisku budzi nas słoneczny, zaraża energią. Podjeżdżamy do Brzegów Górnych i ruszamy na czerwony szlak. Oczywiście pod górę dosyć stromo, więc co chwila zatrzymujemy się aby podziwiać widoki. Potem wchodzimy w las, mokry, bukowy, pełen brązu. I schodkami do góry, do góry... 

Kiedy wychodzimy na otwartą przestrzeń, dopada nas silny wiatr i nisko wiszące chmury - widoczność bardzo niewielka, tylko to co najbliżej. Na jesiennych trawach zamarzły kropelki rosy. 

Idziemy spokojnie krok za krokiem, aż w końcu z mgły wyłania się przed nami Chatka Puchatka.

W środku mnóstwo ludzi spragnionych ciepła i suchości. Siadamy w kąciku i cieszymy się. Wnętrze jest duże, ale jest tłoczno, morze głów, szum rozmów. I grubaśna, aksamitna kotka na kolanach. Miło tu się siedzi.

Ale pora ruszać dalej, bo to dopiero początek naszej wędrówki. Wychodzimy w mgle, chmurach, na szlak grzbietem połoniny. Ale już po chwili chmury zaczynają się rozwiewać, i przez całą wędrówkę towarzyszą nam już fantastyczne widoki. Nie mogę się napatrzeć na te złocisto-jesienne góry i rude trawy. Morze jesieni.


Z zachwytem w oczach idę przed siebie, spokojna i radosna. Czy patrzę przed siebie, czy na boki, czy za siebie - wszędzie magia.


Z Przełęczy Orłowicza idziemy jeszcze na Smerek, choć mocno wieje, to słońce dopisuje. Nie idziemy dalej, zawracamy bo chcemy zejść do Wetliny.


Teraz pora w dół. Od przełęczy żółtym szlakiem, stromo, błotniście, ślisko - idziemy czujnie. Ale gdy już zejdziemy do Wetliny i spojrzymy za siebie - to takie smaczki. Magicznie.


Postanawiamy zatrzymać się na chwilę w Chacie Wędrowca na kawę - bardzo, bardzo przyjemne miejsce. Gdy wychodzimy pokrapuje deszcz, więc szybko łapiemy busa na Przełęcz Wyżniańską i wracamy do schroniska, na Fuczki, czyli placki z ciasta naleśnikowego z kapustą kiszoną. Dobre!!


Dobry dzień, taki jak miał być - z przyjemną wędrówką, widokami, energią; w dobrym towarzystwie. Mimo jakiegoś wewnętrznego rozedrgania (jednak dotknął mnie brak spotkania z P), starałam się skupić na tu i teraz, tym co czuję i doznaję. Cieszę się, że tu jestem. 

Trasa wyglądała tak wg https://mapa-turystyczna.pl :