Bieszczady. Połonina Wetlińska
Podczas wcześniejszych pobytów w Bieszczadach, przeszłam przez Połoninę Caryńską - teraz czas na Połoninę Wetlińską. Chciałam też zobaczyć Chatkę Puchatka w nowej odsłonie (nie pamiętam, czy byłam tutaj wcześniej, na obozie wędrownym w liceum...).
Poranek w schronisku budzi nas słoneczny, zaraża energią. Podjeżdżamy do Brzegów Górnych i ruszamy na czerwony szlak. Oczywiście pod górę dosyć stromo, więc co chwila zatrzymujemy się aby podziwiać widoki. Potem wchodzimy w las, mokry, bukowy, pełen brązu. I schodkami do góry, do góry...
Kiedy wychodzimy na otwartą przestrzeń, dopada nas silny wiatr i nisko wiszące chmury - widoczność bardzo niewielka, tylko to co najbliżej. Na jesiennych trawach zamarzły kropelki rosy.
Idziemy spokojnie krok za krokiem, aż w końcu z mgły wyłania się przed nami Chatka Puchatka.
W środku mnóstwo ludzi spragnionych ciepła i suchości. Siadamy w kąciku i cieszymy się. Wnętrze jest duże, ale jest tłoczno, morze głów, szum rozmów. I grubaśna, aksamitna kotka na kolanach. Miło tu się siedzi.
Ale pora ruszać dalej, bo to dopiero początek naszej wędrówki. Wychodzimy w mgle, chmurach, na szlak grzbietem połoniny. Ale już po chwili chmury zaczynają się rozwiewać, i przez całą wędrówkę towarzyszą nam już fantastyczne widoki. Nie mogę się napatrzeć na te złocisto-jesienne góry i rude trawy. Morze jesieni.






















