Tatry. Sławkowski Szczyt, Dom Śląski

Zakończenie tatrzańskiego sezonu po słowackiej organizujemy na koniec października, bo tedy Słowacy zamykają oficjalnie szlaki powyżej schronisk. W zeszłym roku mieliśmy piękną wycieczkę na Koprowy Wierch; w tym roku zaplanowaliśmy Sławkowski Szczyt. Prognozy były przeciętne: w wyższych partiach Tatr już zima, do tego zapowiadano przelotne opady i wiatr. Ale postanowiliśmy zaryzykować.

Ruszamy na szlak ze Starego Smokowca, niebieskim szlakiem, który prowadzi aż na sam szczyt. Na dole jesienny pejzaż, mgły i złoto-brązowe lasy.

Gdzieś na wyskości 1500m zaczyna padać droby, zmrożony śnieg. I zaczynają się mocniejsze, zimne podmuchy wiatru. Ale idziemy dalej, czujnie, bo śnieg tworzy cienką, ale śliską warstwę na skałach. Idzie się cieżko, trzeba uważać, widoków zero, wiatr coraz mocniej daje się we znaki.

Powyżej czekają nas dwa miejsca gdzie przy takich warunkach trzeba się na prawdę spiąć - większe skalne płyty, skośne więc śliskie. Zmęczona psychicznie i fizycznie dochodzę na grań Pod Ostrym Grzbietem. Tutaj wiatr ze zmrożonym śniegiem jest już bardzo mocny, przeszywa na wskroś, cieżko się stoi. Robimy chwilę przerwy na popas. Ja z obawą patrzę na szczyty przede mną, tak odległe - gps pokazuje niecałe 2km do szczytu ale ponad 500m przewyższenia. Robi się na prawdę trudno. Postanawiamy zawrócić, nie ryzykować w takiej pogodzie (mimo iż za 1-2 godziny zapowiadają poprawę pogody). Dla mnie ulga, bo taka wędrówka nie była zbyt przyjemna, górę zaczynał brać lęk.

Schodzimy.

Śnieg na kamieniach stopniał więc nie schodzi się najgorzej, ale uważać trzeba. Silny wiatr dalej wieje, ale nie sypie zmrożonym śniegiem w oczy. Rozwiewa też chmury, i poraz pierwszy w dzisiejszym dniu moge podziwiać widoki.

Postanawiamy dojść do rozstajów i ruszyć czerwonym szlakiem - Tatrzańską Magistralą, do Domu Śląskiego, gdzie czeka druga część naszej ekipy. Szlak jest bardzo malowniczy, słońce dodaje energii, widoki cieszą oczy. 

Idzie się dobrze, choć wcale nie jest to trasa "po płaskim" - można się zasapać bo de facto cały szlak prowadzi lekko do góry. Ale łapanie oddechu to świetna okazja na podziwianie widoków. Końcówka z widokiem na Gerlach przyprószony śniegiem, i majaczący w dolinie hotel górski.

 W samej Velickiej Dolinie wieje bardzo mocno, aż ciężko ustać - więc uciekamy do baru na ciepłą herbatę. Tylko szybkie zdjecie na Velickie Pleso - wiatr prawie mi wyrwał telefon z dłoni!

Ponieważ wszyscy jesteśmy już zmęczeni, wybieramy powrót asfaltową dorogą - dłużej ale łagodniej i mniej męcząco dla nóg. Idziemy, rozmawiamy, odliczamy do końca.

Wsiadamy w Elektricke i zjadamy w Starym Smokowcu burgery, jak zawsze w IBA.TU Bistro  - na prawdę pychota. Zregenerowani wracamy do Nowej Leśnej, gdzie śpimy.

Wycieczka intensywna, choć nie do końca udana bo szczyt niezdobyty - ale rozsądek wziął przewagę nad ambicją, co mnie cieszy. Wrócimy w lepszych okolicznościach pogodowych. Na pocieszenie przejście kolejnego odcinka Tatrzańskiej Magistrali i zobaczenie nowych miejsc, w przyjemnej pogodzie. Przyznam, że ambicja mnie opuściła w tym dniu, nie chciało mi się walczyć i udowadniać. Może czasem tak lepiej...

A tak mniej więcej wyglądała nasza trasa wg. https://mapa-turystyczna.pl