Holandia. Amsterdam

 Nie planowany przystanek na trasie powrotnej, która zasługuje na jeden akapit opisu.

Więc było to tak... Podróż powrotna zaplanowana była na dwa loty w piątek: z Paryża do Amsterdamu i stamtąd do Krakowa. Całość około 5 godzin. Ale los spłatał nam figla (znowu! ostatnia podróż jesienią z Paryża też była z przygodami) - jak już wsiadałyśmy z koleżanką do samolotu do Amsterdamu, dostałyśmy powiadomienie, że lot do Krakowa jest odwołany. Co był robić - lecimy do Amsterdamu, tam się "przebukujemy". I faktycznie, na lotnisku zaproponowano nam inne loty do Polski: najpierw do Warszawy a ze stolicy do Krakowa. Następnego dnia. Eh... Linie przeprosiły, dały voucher na hotel i autobus; nie dały nam walizek, więc przymusowe zakupy podstawowych produktów. Niezbyt fajnie.

Pogodzone z losem postanawiamy złapać pociag z lotniska do Amsterdamu, aby tam zrobić zakupy i zobaczyć miasto. Byłam tu w 2012 ale poza wizytą w Rijks muzeum (tak mi się wydaje...) i zobaczeniem alei czerwonych latarni, Pałacu Królewskiego, spacerów wzdłuż kanałów, to niezbyt wiele pamiętam. 

Faktycznie, wygląda bardzo ładnie, pięknie przystrojone, pełne ruchu i gwaru; i pachnące "trawką", hahaha!


Idziemy ulicą Damrak, podziwiając uliczne dekoracje - motyw korony przewija się tu często. 


Ogromny dom handlowy De Bijenkorf był pięknie oświetlony, ale mnie urzekły witryny.


Dochodzimy do de Dam, skweru z Pałacem Królewskim, a po drugiej stronie biały pomnik upamiętniający ofiary II Wojny Światowej.


Dalej ulicą Rokin, z bardzo ładną iluminacją na księgarni. No i parkinig rowerowe, oczywiście.


Amsterdamskie kamieniczki są wąskie, stylem przypominają trochę gdańskie, ale są w jednolitej kolorostyce (brązy, szarości z białymi akcentami vs kolorowe gdańskie). Niektóre są krzywe. Urocze.


Dochodzimy do kanału Rokin i skręcamy w Kalverstraat, deptak pełen sklepów, więc podziwiam wystawy sklepowe z "holenderskimi" symbolami.


Wracamy na kolejowy Dworzec Główny (przepiękny budynek nota bene), zmęczone wsiadamy do pociągu z powrotem na lotnisko.

Amsterdam wieczorową porą bardzo ładny w świątecznej odsłonie. Może warto go zwiedzić lepiej? Kiedyś?



Wracając do podróży powrotnej do domu: sobotę kończymy w hotelu przy lotnisku. Niedzielna pobudka wcześnie rano, transfer na lotnisko, oczekiwanie na lot do Warszawy - jest mgliście, samoloty mają lekkie opóźnienia... W Warszawie kolejne oczekiwanie na lot do Krakowa i zaciskanie kciuków, aby zanim mgła znowu osiądzie nad Balicami, udało się wylądować. Ufff... lądujemy w gęstej mgle ale szczęśliwie. A ponad chmurami zachodzące promienie słońca kończą sobotni dzień.


To była długa, męcząca fizycznie i psychicznie podróż. Od opuszczenia Les Fontaines do wejścia do domu około 30 godzin! (od 11:30 w piątek do 18:00 w sobotę), 4 loty, 3 lotniska, 1 hotel. Dużo nerwów, stresu. Chciałoby się powiedzieć: nigdy więcej. Ale Amsterdam - chętnie.