Tatry. Kalatówki, Hala Kondratowa
W Sylwestra chcieliśmy zrobić krótki spacer, by zostawić siły na nocną zabawę. Wybraliśmy trasę do Schroniska PTTK na Hali Kondratowej, bo chcieliśmy je zobaczyć po remoncie. Trochę obawialiśmy się tłumów ludzi, bo to popularna, spacerowa trasa. Ale kto nie ryzykuje...
Ruszamy z Kuźnic, w sypiącym śniegu, zasłaniającym widoki. Ale ludzi nie ma tak dużo dzięki temu.
Biały puch pięknie przystroił świat, zmiękczył i otulił.
Idziemy Drogą Brata Alberta (niebieski szlak). Czapy śniegu spadają z drzew przy mocniejszych podmuchach wiatru.
Dochodzimy do Hotelu Górskiego na Kalatówkach, widoki skąpe bo cały czas sypie. Pora na grzane wino aby ciepło szybciej rozlało się po ciele.
Na Kalatówkach moję uwagę przykuwają obrazy malowane na szkle. Lubię ten styl, tak rzadko spotykany, według mnie bardzo ekspresyjny. Kolędnicy w baśniowych górach - cudo.
Ale cel naszej wędrówki wciąż przed nami - ruszamy dalej niebieskim szlakiem w stronę Hali Kondratowej. Przebijamy się przez zimowy, magiczny las świerkowy, przemalowanych śniegiem i mrozem na biało. Budzi to we mnie dziecięcą radość - więc bach! w śnieg.
Wąska ścieżka prowadzi nas dalej, otwiera się przed nami polana, na końcu zaś dostrzegam zarys schroniska. Jest dużo większe, ale wygląda bardzo ładnie. Musi tu być pięknie pw słoneczny dzień, z panoramą górskich szczytów wokół.
Wciskamy się do małego środka, rozglądamy ciekawie, smakujemy. Dobrze mi tu, mogę zostać; ale nie tym razem... idę pełna wrażeń, snując plan jak tu wrócić.
Tym razem wybieramy niebieski szlak prosto do Kuźnic, dzięki czemu podziwiamy hotel na Kalatówkach z oddali.
Piękny spacer, od dawna mi się marzył - wdzięczna jestem, że udało się zrealizować go teraz. Zimowa aura nadała miękkości i ulotności widokom. I cieszę się, bo już wiem, że wracam tu w czerwcu.
Cała trasa wg https://mapa-turystyczna.pl wyglądała tak:
A potem Sylwestrowa zabawa. Jakoś miała słaby rozruch, trochę nerwów bo początkowo mało osób dołaczyło do zabawy, a niektórym (grupa Tatra Girls) bardzo się nie podobało i był mały "kwas". Ale im bardziej wskazówki zegara przesuwały się w noc, tym zabawa rozkręcała się na całego - tak jak zawsze, z niesamowitą rodziną lekarzy (rodzice, dwaj synowie i córka plus satelity); uwielbiam patrzeć na ich energię!! O północy ognisko, zimne ognie na patyku, szampan i życzenia - proste, od serca.
Noworoczny poranek żegna nas pięknym widokiem, słońcem i energią.
Wdzięczna jestem za te trzy dni, które z jednej strony były męczące, ale też dały dużo dobrej energii, pozwoliły zapomnieć o kłopotach i troskach. Doceniam jak ważne jest mieć wokół siebie dobrych ludzi. To dla mnie jak rodzina z wyboru.





















