Tatry. Morskie Oko, Roztoka

 Kolejny raz spędzam sylwestrowy czas pod Tatrami, w schronisku Głodówka, w małym, kameralnym gronie przyjaciół. To już czwarty raz, bo bardzo nam wszystkim odpowiada klimat tego miejsca, luźna atomsfera, no i oczywiście możliwości wypraw w góry. 


Końcówka grudnia 2025 okazała się typowo zimowa - intensywne opady śniegu, mroźno i wietrznie. Wymusiło to na nas zmianę planów na górskie wycieczki, rozsądek wziął górę nad gorącym sercem. Więc zamiast do Piątki, maszerujemy nad Morskie Oko. Jest mroźno (ok.-8/-10 stopni Celsjusza), chwilami wieje mocniej i prószy śnieg. Wiem, że z zachwycających widoków nici, ale i tak się cieszę, bo dawno nie byłam nad MOKiem zimą. Ludzi tak przeciętnie, nie przeszkadzają mi. Jest dobrze.

Pierwszy przystanek - Wodogrzmoty Mickiewicza. Gdzieniegdzie pojawiają się zamglone widoki w szarości śnieżnego nieba.

Podobnie jest nad Morskim Okiem. Słońce próbuje się przebić przez grube chmury, choć wieje, to chmury siedzą ciasno między szczytami. Trochę bajkowo, trochę magicznie. Pięknie jak zawsze.

 

Do Schroniska zaglądamy tylko na szybkie ogrzanie się - jest tu bardzo tłoczno, jak zawsze. Bardzo ładnie prezentuje się odnowiona elewacja. A wnętrze - ma swój artystyczny klimat. Nie miałam chyba nigdy okazji posiedzieć w środku i "ponapawać" się  - może kiedyś, o poranku, zanim turyści dotrą tu masowo? Kto wie...


Ruszamy z powrotem, szybkim krokiem bo zimno. Kierujemy się do Roztoki, bo wiadomo, że jak się chce dobrze zjeść w schronisku, to tam moża wbijać w ciemno. Na szlaku do schroniska jest pusto, spokojnie, cicho... zupełnie jak i w schronisku - mam wrażenie, że wszyscy tu mówią szeptem, jest jakoś intymniej. To magiczne miejsce.


W poprzednich latach zachwycała mnie choinka w roztoczańskim schronisku. W tym roku nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, choć była ładna. Ale serce mi skradła drewniana szopka ustawiona przed schroniskiem, otulona śnieżnym puchem.


Posileni, wracamy na Palenicę Białczańską, już ciemno. 
To był dobry spacer, wypełniony rozmowami. 

Trasa wg. https://mapa-turystyczna.pl wyglądała tak:

Bonus: w dzień przyjazdu wyskoczyliśmy na Przełęcz nad Łapszanką, aby podziwiać zachód słońca.
Niestety, szczyty przykryła kołderka chmur, więc nie było spektakularnego widoku. Ale i tak było ciekawie. Trzeba tu wrócić.