Beskid Mały. Leskowiec

 Weekend wreszcie zapowiadał się ciepło i słonecznie. Więc w góry! Jedziemy w Beskid Mały na Leskowiec. Byłam tu co najmniej dwa razy. Ale tym razem postanowiłam wypróbować inną trasę - od Targoszowa. I był to świetny wybór, bo szlaki puste, a równocześnie bardzo przyjemne do wędrowania.

Parkujemy auto przy drodze na leśnym parkingu koło przystanku Targoszów Wieczorki. Stąd ruszamy zielonym szlakiem przez gęsty, wilgotny las (oczywiście sezon grzybiarzy w pełni - grzybów mniej). Na chwilę wychodzimy na małą osadę, by znowu schować się w lesie - ach, ale ci ludzie mają tu piękne widoki!

Szlak jest baordzo przyjemny, las zielony, błękitne niebo - dobrze mi tu. Szukamy też grzybów - na początek kilka maślaczków ląduje w naszych siatkach.


A foto - grzybobranie zwyciężają pełne energii muchomory.


Zielonym szlakiem docieramy na Skrzyżowanie pod Smrekowicą.
Stąd już idziemy grzbietem, czerwono - niebieskim szlakiem na Leskowiec. Ludzi tu już więcej, ale idzie nam się bardzo miło.
Na Laskowcu atmosfera lenistwa i pikniku - wszyscy wylegują się w promieniach słońca i podziwiają panoramę. Też kładziemy się na chwilę. Błogo.


Ale przysłowiowy "rzut beretem" dzieli nas od Schroniska na Leskowcu. Wstajemy więc i schodzimy do niego, po to by znowu zasiąść na trawie w słodkim nieróbstwie i napatrywaniu sią na beskidzkie panoramy.


Gdy już nie chce nam się siedzieć, i zaczyna nas męczyć ogromny ruch turystyczny przed schroniskiem, ruszamy w drogę powrotną. Najpierw z powrotem na szczyt Leskowca, by zejść z niego żółtym szlakiem do Targoszowa. Dosyć szybko nam to idzie, przyjemnie, z włączonym radarem grzybowym (ale skuteczność niewielka - tylko kilka kozaków rosnących razem)
Spokojnie schodzimy do głównej drogi i naszego parkingu.

Trasa wyglądała tak wghttps://mapa-turystyczna.pl:


Bardzo przyjemna wędrówka, bez tłumów i napinki. Wracam zadowolona, choć zmęczona.