Tatry Słowackie. Sławkowski Szczyt

 W zeszłym roku jesienią wyprawa na Sławkowski Szczyt zakończyła się odwrotem - góra pozostała niezdobyta. Wówczas przesunęliśmy kolejną wyprawę na wiosnę/lato tego roku. Ostatecznie udało się teraz, jesienią.

Prognozy były dobre, choć w wyższych partiach Tatr leży już śnieg; ale zapowiadało się słonecznie i w miarę ciepło. 

Ruszamy z Novej Leśnej tzw. "elektricką" do Starego Smokowca. Panorama na Tatry Słowackie daje nam dużą dawkę energii.

W Starym Smokowcu zaczynamy wędrówkę niebieskim szlakiem. Początkowo łagodnie, ale za chwilę robi się już "pod górkę" i kamieniście. Znam tą trasę, więc nie jestem zaskoczona. Spokojnie idę i pokonuję kolejne kamienne stopnie, po drodze ściągając kolejne warstwy ubrania bo im dalej w dzień, tym cieplej (plus trud wędrówki). 

Jesienne lasy złocą się i czerwienią. Jestem pełna zachwytu nad cudowną pogodą. Teraz patrzę na zdjęcia z 2025 z tych samych miejsc i nie moge uwierzyć że zrobiono je tylko dwa tygodnie później.


Dochodzimy na grzbiet - grań gdzie ostatnio zawróciliśmy. Tym razem widoki piękne, wygrzewamy się w słońcu.



Ale przed nami jeszcze kawałek wędrówki. Trawersujemy Nos - tutaj w cieniu leżą łachy śniegu, twardego i zmrożonego, śliskiego - trzeba uważać. A za Nosem widok na szczyt. Mozolnie idziemy do góry, ta wędrówka wydaje się nie mieć końca... 


Ale oczywiście ma! Na szczycie radość, że jestem, wlazłam, nie poddałam się! Pod nogami śnieg, trochę chłodniej tu, ale rozsiadamy się i cieszymy tym miejscem. Widok na surowe granie słowackiej strony, oprószone śniegiem, który podkreśla ich kontury - pięknie.


Ale przed nami jeszcze zejście. Długie. Żmudne. Męczące, bo kamienie nierówne, niestabilne, trzeba uważać jak się stawia nogi. Uuhhh... paskudne to zejście, ciągnie się strasznie, jest monotonne bo widoki nie zmieniają się, tracimy wysokość a przed oczami wciąż to samo... Nie lubię narzekać, ale to była mordęga; 7,5km i ponad 1400m przewyższenia; mało która wędrówka była dla mnie aż tak męcząca. Ale szczęśliwie schodzimy do Starego Smokowca, gdzie czeka na mnie zasłużone zimne piwo i burger.


Trasa na Sławkowski Szczyt jest jedna ale wrzucę mapkę żeby pokazać jej "nudność". Jak pisałam powyżej, wędrówka tak 5/10, widoki na szczycie 8/10. Góra zdobyta, prędko tu nie wrócę. Całość uratowała świetna pogoda i dobre towarzystwo.