Utrecht (02/2012)

Drugi pobyt w Utrechcie - również służbowy. W listopadzie 2011 był to wyjazd na prawdę służbowy, praca praca i praca, czasu wolnego tyle co nic. Tym razem dużo lepiej, był czas na pracę i na podziwianie miasta też się troszkę znalazło - głównie popołudnia i wieczory. Nie było szaleństwa szlakiem zabytków, gonienia po muzeach - tylko spacery, spacery i spacery, głównie po starym mieście. To też jest na zdjęciach.
To czego nie udało się uwiecznić pozostaje we wspomnieniach. Na mnie wrażenie zrobiło współczesne budownictwo: proste - wręcz surowe, z dużymi oknami, najczęściej niewysokie (choć z racji cen ziemi coraz więcej buduje się w górę).Okna zaczynające się na wysokości 100cm. od chodnika, bez zasłon - idziesz wieczorem ulicą i możesz zaglądać ludziom jak jedzą, szykują kolację, odpoczywają.
Zdjęcia ze spacerów po starówce, wartości artystycznej nie przedstawiają - tylko wspomnienia.








 
Na koniec Bonus: to nie jest tablica odlotów na lotnisku, tylko lista piw serwowanych w Caffe Belgie (Oudegracht, Ut). Polecam.