Szwajcarskie wakacje cz6. Bazylea (Basel)

Dzisiaj pora na Bazyleę. Dodam, że nie zwiedzamy muzeów - jest ich tu mnóstwo, a nam się nie chce, nic nas specjalnie nie ciągnie, nie interesuje. Coż - tak już mamy.

Zaczynamy nasz spacer po starówce od Katedry w Bazylei. Najpierw krużganki z ciekawymi śladami przeszłości.

Przed katedrą niestety stoi wielka scena i zadaszone ławy, cieżarówki i auta dostawcze -  być może w związku ze świętem narodowym i różnymi atrakcjami z tego tytułu - nie wiem. Ale ładnego zdjęcia z przodu katedry zrobić się nie da, to wiem. Więc tak bardizej z boku próbuje uchwycić jej urodę.


Za katedrą jest mały taras widokowy Palatinate (Pfalz) z panoramą drugiego brzegu Renu i współczesnej Bazylei, z charakterystycznymi schodkowymi wieżowcami.


Powoli dziemy w stronę rynku, ulicą Freie, pełną eleganckich butików i sklepów, typowa ulica na "shopping". Ale mnie nie to nie interesuje; dodatkowo wyglada jak plac budowy bo trwa jakiś remont - oby jak najszybciej dojść do celu. Czyli rynku - ale tu też mało widokowo, bo trwa targowisko, od kwiatów (jak na krakowskim Rynku), przez owoce, po jedzenie z budki. Ja wolałabym przestrzeń...
Ale Ratusz, ze swoją intensywną czerwienią fasady rzuca się w oczy. Akurat mamy go "pod słońce" więc zdjecia wychodzą marne, plus brak przestrzeni wolnej na rynku nie pozwala nabrać perspektywy aby ująć go w całości.



Wchodzimy więc na dziedziniec, gdzie dalej zachwycają malowane fasady i podcienia, stylowe schody wiodące na balkon. Robi wrażenie, swym przepychem, bogactwem zdobień i intensywnością barw; tak dużo się dzieje na tak małej przestrzeni. Samotne małe drzewko to fajny akcent.


Leniwie idziemy sobie dalej wąskimi, klimatycznymi uliczkami, żeby zobaczyć Spalentor, bramę. 


Zawracamy i powoli udajemy się z powrotem do naszego punktu startu, po drodze zwiedzając nietypową, dadaistyczną fontannę Karnawał autorstwa Jeana Tinguely'ego przed Muzeum Sztuki - bardzo oryginalna, ruchome elementy jakby bawiły się w wodzie.

Muzeum bardzo nowoczesne. A tuż obok Kościół św. Elżbiety, ale elewacja frontowa w remoncie.


Bazyleę obejrzeliśmy spacerując, na pewno nie trafiliśmy we wszystkie warte odwiedzenia miejsca. Miasto ładne, choć trwające remonty i rusztowania burzyły moją estetykę, ale na to nie mam wpływu.

A jako bonus po miejskim uplanym spacerze, jedziemy nad jezioro Sursee aby się ochłodzić. Ale frajda! Woda ciepła, czysta, widoki piękne.