Dolomity. Alpejskie widoki z okolic Terento.
Drugi dzień wyprawy to bardzo przyjemna wycieczka po okolicy - Terento (Terenten po niemiecku, bo tu w południowym Tyrolu więcej wpływów austriackich niż włoskich) to małe miasteczko, nasza baza w hotelu Wiedenhofer. Ty razem nie same Dolomity, ale wędrówka szlakiem młynów wodnych w Terento po przeciwnej stronie doliny Val Pusteria, czyli bardziej Alpy Austriackie.
Najpierw idziemy wzdłuż potoku i mijamy stare drewniane młyny, dobrze zachowane, idealnie komponujące się z zielonymi łąkami.
Na trasie młynów podziwiamy też skalne piramidy - niesamowite formy naturalnie wyrzeźbione przez wodę. Każda piramida przykryta "kapeluszem" z innego rodzaju skały, jakby ktoś dla zabawy położył na ich szczycie kamień!
Dalej wspinamy się do góry i odkrywa się przed nami piękna panorama alpejskich łąk. O bogactwie flory będzie osobny post, bo zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tutaj wrażenie jakie zrobił na mnie cały krajobraz - od błękitu nieba po soczystość i zielenie wzgórz. Napomknę tylko o porastających zbocza różanecznikach, tworzących urokliwe, różowe kobierce.
Dochodzimy do uroczej chatki gospodarzy, którzy doglądają pasących się tu krów; zaś turystów częstują kawą i zimnymi napojami.
Po przerwie ruszamy urokliwym traweresem zbocza i przechodzimy na drugą stronę wzgórza, gdzie czeka nas urocza łąka z widokiem na Dolomity.
Rozleniwieni mocnym słońcem idziemy dalej do schroniska Malga Astnerberg, gdzie siedząc na tarasie, popijam sobie białe wino i rozkoszuję oczy widokami, wypełniam serce energią natury.
Stąd już spokojne zejście do miasteczka Terento, cały czas z piękną panoramą alpejskiej sielanki.
Ta trasa była sielsko - alpejska, pełna soczystości fauny, spokoju równowagi. Nie była trudna technicznie ani wymagająca fizycznie. Była idealna.
Poglądowy plan trasy poniżej.
