Dolomity. Alpy Karnickie. Monte Elmo 2433m n.p.m i Cortina d'Ampezzo

Ostatni dzień górskiej wędrówki. Zapowiadało się deszczowe popołudnie, więc zaplanowano na ten dzień krótką trasę na przedpołudnie. I to był dobry pomysł, bo przecież nogi zmęczone już trochę po tych kilku intensywnych dniach.

W miejscowości Sesto wjeżdżamy kolejką (Helmjet Sexto) na wzgórze Monte Elmo (Helm po niemiecku, 2433 m n.p.m.). Stąd czeka nas wędrówka na szczyt, początkowo schowany w chmurach. Wędrówka jest bardzo przyjemna, samo podejście pod szczyt harde, ale natura nam wynagradza pięknymi widokami. Zabudowania z czasów wojny tuż pod szczytem oraz na samym wierzchołku czynią to miejsce mniej dzikie.


Podczas wędrówki przez zielone zbocza pogoda się zmienia, chmury podnoszą się i wychodzi słońce. Dzięki temu na szczycie Monte Elmo z przyjemnością patrzymy na Dolomity schowane w chmurach. To szczyt graniczny między Austrią i Włochami, ścieżka kusi, aby nią podążać dalej.


Niestety nie mamy takiej możliwości. Po przerwie schodzimy w stronę schroniska Rifugio Gallo Cedrone i dalej w dół kolejką. Idealne zgranie czasu, bo gdy wysiadamy z wagonika kolejki już na dole... pada deszcz!

Bardzo spodobała mi się ścieżka do chodzenia boso, wyłożona sianą, mchem, trawą, korą, trocinami, piaskiem, dla bosonogich turystów - ciekawy pomysł! 

I jak zawsze schemat trasy, którą przeszłam:



Drugą część dnia spędzamy w "alpejskim Zakopanem", czyli Cortnie d'Ampezzo. Miasteczko ma klimat górskiego kurortu, spacerujemy głównym deptakiem, podziwiamy wystawy eksluzywnych butików, kupujemy pamiątki; jest też czas na pizzę i tiramisu z kawą - przecież jesteśmy we Włoszech! Nie ma tu większych "ochów i achów", jest ok.


To tak naprawdę ostatni pełny dzień w Alpach. Spokojny, dobry. Myśli powoli uciekają w kierunku powrotu do domu.