Dolomity. Ciampac
Wakacje w tym roku zaplanowałam bez rodziny - okres burz i naporów, dorosły syn nie pała już ochotą na rodzinne wyjazdy. Więc sama. A właściwie ze znajomymi (w sumie 4 osoby) spędzamy tydzień w Dolomitach. Nasza baza to miasteczko Alba di Canazei, cel - wędrówki po górach.
Dzień pierwszy po przyjeździe, to dzień na rozruch. Zwłaszcza, że prognozy pogody mówią o deszczu. Poranek jest jednak pogodny - taki mamy widok z okna, wprost na masyw Sassolungo. Będzie mi towarzyszył co rano jak tylko otworzę oczy.
Skoro rozruch, to ruszamy na pobliskie pasmo Ciampac. Najpierw kolejką wyjeżdżamy z Alby na płaskowyż, przy Rifugio Ciampac. Potem na przełęcz Sella Brunech, skąd podziwiamy widoki. Super ramka do robienia pamiątkowych zdjęć.
Ach!! Przed nami zielona kraina, niczym Irlandzkie wzgórza. Nie mogę się napatrzeć! Do tego chmury przykrywające i odkrywające pasma górskie na horyzoncie. Błękit nieba. Sielanka.
Wędrowanie zaczynamy od wdrapania się na szczyt L'Aut, potem na Sas d'Adam. Idzie się przyjemnie, szlaki są łagodne, a ludzi względnie niedużo (na Sas d'Adam już trochę siedziało na szczycie).
Podziwiam panoramy na pobliskie doliny i zachwycam się alpejskimi, kwietnymi łąkami.
Potem postanawiamy zrobić mały spacer grzbietem i zejść na płaskowyź, do schroniska na pierwszy dolomicki toast. Idziemy więc bardzo malowniczym szlakiem w stronę Crepa Neigra. Po drodze mijamy tablice z koziczkami - takie urozmaicenie szlaku. Przerwa na kanapkę z takim widokiem - błogość.
Po przerwie w Rifugio Tobia del Ghiager rozleniwieni słońcem (miało padać!!), schodzimy w dół ale wersją dłuższą - trawersem przez leśne ścieżki, aż do Canzei.
Na początku zejścia otwiera się przed nami widok na miasteczko w dolinie, a na przeciw nas groźny masyw Piz Boe. Idąc trawersem przez leśne ścieżki wciąż mieliśmy go przed oczami. Zejście do Canazei było dosyć długie, ale całkiem przyjemne - pełni energii i planów na kolejne dni.
Ogólnie Ciampac bardzo malowniczy, zielony, widokowo świetny. To był dobry pomysł na pierwszy dzień. Narobił apetytu na kolejne! A trasa przebiegała mniej więcej tak (za mapy.com):
Jak pisałam wcześniej, alpejskie łąki to bogactwo kwiatów, często nie spotykanych w naszych strocnach. Jak na przykład taka urocza ciemnoczerwona trawka - a w rzeczywistości storczykowaty Ciemnogłow wąskolistny. Różaneczniki alpejskie pokrywające zbocza i kolorujące je na różowo. Delikatna Lilia złotogłów. Albo storczyk Kukułka Fuchsa.
















