Żużel

Dzień dziecka zaplanowany nieszablonowo - mecz żużlowy w Rybniku.
Ja lubię sporty motorowe, szybkie samochody, motocykle, rajdy. Kibicuję przed telewizorem. Ale chciałam się przekonać jak to wygląda na żywo  - żużel był najbardziej osiągalną formą.
Mecz Nice PLŻ (I liga) z drużyną Orzeł Łódź. Przyznam szczerze że o żużlu wiem bardzo mało, poza tym że fajnie się ogląda, hehe. No ale mnie nie potrzeba wiedzy encyklopedycznej, załapałam zasady szybko, filozofii tu nie ma: szybki start i tak na gazie do końca. Fakt, że brak hamulca mnie troszkę zdziwił, ale w sumie rzeczywiście zbędny...
Kibicowanie przy przyjemnej pogodzie, grube chmury robiły nam raz cieplej- raz chłodniej, aż po lekki deszczyk. Na trybunach nastroje piknikowo - rodzinne, oczywiście klub kibica dawał z siebie ile mógł, pozostali widzowie też  w barwach klubowych wcinali smażone oscypki, skubali słonecznik i przepijali piwkiem. Fajnie, bo całe rodzinki siedziały sobie, nie było chamskich odzywek w stosunku do zawodników (zwłaszcza z Łodzi), ot miły sposób na niedzielne popołudnie.

Wydawało mi się, że żużel to straszny hałas i bru i kurz. Hałas owszem był, ale do wytrzymania bez problemu, warkot silników super, lubię. Kurz owszem sypał, co odczułam najsilniej wracając do domu, gdy oczy aż mnie bolały przy mruganiu - ale w zęby nie wchodził więc luz. I choć mecz był bardzo wyrównany (najczęstszy wynik biegu to był 3 vs 2+1) i w sumie zakończył się remisem, to emocje były; były też wypadki ale niegroźne, zaś najniebezpieczniejszy moment to gdy po wywrotce motor pomknął sam przez pół boiska mijając fotoreporterów i niszcząc reklamy - zabawnie to wyglądało.
Wszyscy zadowoleni - i o to chodziło.











 
Bonus: w kategorii motoryzacji, mój najnowszy nabytek, prezent który otrzymałam na Dzień Matki - nic więcej dodawać nie trzeba: