Omis

Po uroczych czterech dniach na Cliffbase ruszyliśmy dalej - w górę Chorwacji. Jadąc Jadranką (Magistralą Adriatycką) od Drvenika, zahaczmy o miejscowość Baska Voda by zobaczyć podobno jedną z najładniejszych plaż - owszem, ładna, szeroka, ale też mocno zaludniona. 
Potem prosto na Omis - to nasz kolejny przystanek. Miejscowość nadmorska niedaleko Splitu, z ujściem rzeki Cetiny oraz terenami do wspinaczki, a jakże! Wbijamy się na kemping Galeb - duży ośrodek, nad samym morzem; my jednak wolimy kameralne miejsca i po pustelni u Mira jest nam tu niezbyt dobrze; więc zostajemy tylko dwie noce, tyle wystarczy na zobaczenie miasta oraz plażowanie.




Omis ma ciekawą historię, w XII-XIV w. był siedliskiem piratów. Po czasach historycznych pozostało urocze stare miasto, z wąskimi uliczkami, knajpkami i straganami, domkami z zamkniętymi okiennicami (zielone) i ceglastymi dachami. Spacerujemy, mijamy kościół św. Michała, kupujemy pamiątki - lawenda, lawenda lawenda...
Nad miastem  - poza skalistymi szczytami - górują dwie twierdze: niżej położona Mirabella (Peovica) oraz wysoko na szczycie Fortica. Wybieramy położoną bliżej starego miasta Mirabelle, gdyż chcieliśmy spacerować a nie wspinać się na szczyty w 30-stopniowym upale gdy słońce w zenicie.
Widok z twierdzy bardzo ładny, na Adriatyk oraz ujście rzeki wciśniętej między skały. 




 








Wieczorem wybraliśmy się do Konoba Kremenko - restauracji w stylu The Flinstones. Jako środek transportu wybraliśmy busik - to był dobry wybór bo wprawny chorwacki kierowca pokonał 14 ostrych zakrętów (każdy prawie 180stopni) bez większych problemów. Restauracja zrobiona w skale, z licznymi kamiennymi i drewnianymi elementami tak by całość tworzyła nastrój epoki kamienia łupanego. A na środku ulubiony pojazd Barney'a i Freda. Do tego pyszne jedzenie i zimne piwo - udany wieczór zapewniony :).