Bombaj. Mumbai. cz 2. Odkrywam miasto

Swój pobyt w Indiach zaplanowałam tak aby mieć czas na zwiedzanie miasta - na szczęście szef wyraził zgodę na pobyt od niedzieli. Tak więc miałam jeden dzień prywatny, tylko dla siebie. Zaplanowałam go już wcześniej bo wiedziałam że zwiedzanie w Indiach to nie taka prosta sprawa dla podróżującej w pojedynkę kobiety z Europy. Za poradą naszego gospodarza zarezerwowałam  indywidualną wycieczkę po mieście w firmie Namaste City Tour (szczerze polecam) - klimatyzowany samochód, kierowca i przewodnik mówiący po angielsku. To miało zapewnić mi bezpieczeństwo - choć jak dobrze pomyśleć to nie znam ani przewodnika ani kierowcy, skąd pewność że można im ufać? Zaryzykowałam - i dobrze zrobiłam. Mubeen okazał się sympatycznym człowiekiem z bardzo dobrym angielski. Dzięki niemu zobaczyłam wiele ciekawych miejsc i poznałam trochę miasto i jego klimat.
Najpierw jedziemy do starej części miasta czyli Bombaju (w odróżnieniu od nowszej: Mombaju) - przez niesamowity Bandra - Worli Sea Link - malowniczy most z którego rozciąga się widok na nowoczesną, najbogatszą część miasta - mijamy też słynny budynek Antili ale na mnie robi wrażenie tylko architektura, nie pieniądze utopione w betonie i stali (ponad 1 bilion USD).


Dojeżdżamy do Mahalakshmi Dhobi Ghat - miejskiej pralni. W dole mini miasteczko złożone ze skromnych chatek, rzędów kamiennych wanien w których ludzie piorą ręcznie ubrania (nowe, stare, prosto ze szwalni, ze szpitali itp.)  a na dachach na sznurkach powiewają setki, tysiące kolorowych ubrań. Ludzie uwijają się jak mrówki, waląc mokrymi namydlonymi szmatami o wanny, płucząc, wykręcając... aby dostać za to kilka dolarów tygodniowo.

 


Z pralni jedziemy do muzeum Mahatmy Ghandiego. Bardzo ciekawe miejsce, świetnym pomysłem są małe dioramy pokazujące poszczególne ważne momenty z jego życia. Obok pokój w którym mieszkał i sprzęty których używał. Zdjęcia i inne dokumenty o Ghandim, na dole zaś imponująca biblioteka. Piękny kawałek historii Indii.
Dalej ruszamy w plener: kolejny przystanek to parki miejskie. Hanging Gardens są dosyć pustym parkiem bez drzew i cienia, tylko klasyczne alejki z ławkami, krzewy wycięte w kształcie zwierząt, na środku wieża zegarowa. Ładnie ale gorąco. Więc uciekamy na druga stronę ulicy do Kamala Nehru Park. Tu już drzewa dają osłonę przed gorącym słońcem, więc całe rodziny siedzą i jedzą swoje posiłki. Z parku rozciąga się piękny widok na Marina Bay która przechodzi dalej w Morze Arabskie. Przejeżdżamy później wzdłuż wybrzeża, jak to nazwał mój przewodnik - widoki jak w Miami ;). Owszem, widoki na miarę zachodu.




Ja bardzo chciałam zwiedzić jakąś świątynię hinduską, ale niestety.... doszliśmy do pięknej świątyni Sri Sri Radha Gopinath Temple ale była zamknięta - otwierali za 40 minut a nie chcieliśmy marnować czasu na czekanie. Szybkie zerknięcie na salę podczas przygotowań, podziwiam zewnętrzną fasadę - piękne zdobienia. Ruszamy dalej.


Ten oto człowiek powiedział mi: "patrz oczami i duszą a nie przez oko aparatu bo zdjęcia wyblakną". W samo sedno.


Pora na chwilę przerwy. Od ulicznego sprzedwcy kupujemy masala chai - herbata z mlekiem, imbirem, trawą cytrynową, cukrem. Gorąca i ostra. Ostrożnie upijam kilka małych łyków - jeszcze nie wiem jak mój układ pokarmowy znosi lokalną kuchnię i florę bakteryjną. Ale podoba mi się posmakowanie zwykłego, nie turystycznego Bombaju.