Azory - Sao Miguel. D1: Salto do Prego, Pico Dos Bodes, Povoacao
Pierwszy dzień trekkingu, czyli wielka niewiadoma co mnie czeka.
Za przewodnikiem podążamy z Burguete w stronę wodospadu Salto do Prego. Trekking jest przyjemny, od początku zachwycają nas rosnące wokół ogromne Wianeczniki Gardnera. Słynne niebieskie hortensje już w odwrocie - powoli kończą swoje bujne kwitnienie.
Wodospad Salto do Prego oczywiście robi wrażenie. I można się w nim wykąpać! Nie jestem zdecydowana, ale J stwierdza, że nie można przepuścić okazji ("Ile razy masz okazję się kąpać pod wodospadem, na Azorach?!") więc ulegam namowom i wskakuję do zimnej(!) wody! Jest oczywiście euforia i radość, że to zrobiłam!
Po chwili nad wodospadem idziemy do starej osady Sanguinho, na krótką przerwę. Otwierają się piękne widoki na ocean, w otoczeniu bujnej zieleni.
Idziemy dalej; nie znam celu ale cieszy mnie ta wędrówka, bo jest magicznie. Las pachnie wianecznikami, albo miętą...
Dochodzimy na punkt widokowy Pico Dos Bodes - imponujący widok na ocean! Jest tutaj punkt obserwacyjny, z którego można patrzeć na błękit wody zlewający się z niebem, a poniżej zieloną mozaikę łąk i lasów. Cudnie.
Na koniec jedziemy na chwilę do miasteczka Povoacao na krótki spacer. Leniwie idziemy w stronę portu i dostrzegamy plażę - czyż to nie świetna okazja aby sprawdzić temperaturę oceanu? Oczywiście! Okazuje się ciepły i przyjemny, turkusowe fale rozbijające się o czarno-diamentowy brzeg.
Pierwszy dzień za mną. Wrażeń mnóstwo. Zachwyty przyrodą na każdym kroku. Zmysły szaleją od kolorów, zapachów, doznań na skórze. Już mi się podoba.
Trasa wędrówki wygląda tak wg. www.mapy.com:
Bonus: na wycieczkę jechaliśmy takim pojazdem - ze względu na kolor oraz fakt, że wsiada się do niego od tyłu, nazwaliśmy go "więźniarką", hahaha! Niestety, albo na szczęście, służył nam tylko 1,5 dnia - nie jest to komfortowy środek podróżowania. Ale na pewno charakterystyczny.
