Azory - Sao Miguel. D2: Lagoa do Fogo, Salto do Cabrito
Szlak jest w większości łagodny, nasz przewodnik nadaje dosyć wolne tempo marszu, co mnie męczy - staram się iść swoim tempem i w razie czego poczekać na resztę. Podziwiam bujność lasu, jego zupełnie inny charakter: to przez Kryptomerie, "azorskie choinki", o zupełnie innym kroju - smukłe, wysokie, z gęstą koroną. I mnóstwo krzewów - od azalli, po wianeczniki i inne, których nie rozpoznaje.
Kiedy dochodzimy do "Jeziora Ognia", wieje mocny wiatr - kapelusz zwiewa mi z głowy, cieżko ustać nad samym skraju wzniesienia; ale co za widoki!
Podekscytowana piękną przyrodą schodzę nad brzeg. To jezioro, jak wszystkie na Sao Miguel, znajdują się w kalderach wulkanów wygasłych setki lat temu. Otaczają je więc z każdej strony wysokie zbocza, porośnietę zielenią. Pięknie.
Po przerwie ruszamy szlakiem wzdłuż azorskich lewad, czyli systemu zabytkowych kanałów irygacyjnych, służących do transportu wody. Piękna dolina, skąpana w słońcu.
Potem wchodzimy w gęsty las, idąc wzdłuż kanału, trawersując zbocze. Znowu obfitość przyrody mnie uderza - gęsty las, tak inny od tych, które znałam. I panoramy - z gór prosto na ocean.
Schodzimy spokojnie w dół do drogi, aby podjechać jeszcze na punkt widokowy na jezioro Lagoa do Fogo - z góry widzę dokładnie jego rozmiar; imponujący!
A na koniec coś dla przyjemności, czyli kąpiel w wodospadzie Salto do Cabrito (podjeżdżamy tu autokarem). Tutaj dużo ludzi bo woda ciepła, kąpiel bardzo przyjemna, dużo śmiechu. Super!
Zmęczona ale szczęśliwa wracam do hotelu. Tyko dwa dni a tak dużo przeżyłam, że aż chwilami czuję zmęczona, jakbym widziała już wszystko; a przecież przede mną jeszcze 5 dni równie intensywnych!
Trasa wędrówki wyglądała tak wg. www.mapy.com:

