Azory - Sao Miguel. D4: Pico da Vara, Ribeira dos Caldeiroes, Cha Gorreana
Kolejny dzień na Sao Miguel to zdobycie najwyższego szczytu wyspy: Pico da Vara (1103m). Jego pasmo widzę codziennie z okna hotelowego pokoju, więc wiem, że zatrzymuje chmury prawie zawsze. Zobaczymy jak będzie tym razem.
Startujemy z górnego parkingu, omijając w ten sposób żmudne podejście szutrową drogą w pełnym słońcu. Trasa jest krótka i biegnie jednostajnie pod górę: 625m przewyższenia na ok.3,8km. Las daje cień, jest lekko ślisko i błotniście, ale idzie się dobrze.
W górnej części szlaku las ustępuje miejsca łąkom, na których rozciągnięte są drewniane kładki (zabezpieczenie przed błotem)
Na szczycie widoki żadne. Czekam jakieś 10 minut aby zobaczyć taki skrawek panoramy.
Po kolejnych 20minutach, kiedy już powoli się poddaliśmy i zbieramy się do zejścia, południowa panorama pokazuje nam tyle. Ogólnie podczas półgodzinnej przerwy na szczycie widziałam raz kawałek jednego wzgórza, raz drugiego. Takie puzzle.
Północną panoramę widzę dopiero schodząc ze szczytu, skrawek wystający spod kołderki chmur.
(p.s. nie wrzucam mapki ze szlakiem bo na szczyt wiedzie tylko jedna droga).
Następny przystanek to park przyrody Ribeira dos Caldeiroes. Nie mamy tu za dużo czasu na zwiedzanie, plus głos grupy decyduje gdzie idziemy (ja bym sama pewnie poszła w inne miejsca jeszcze, no ale cóż...).
Najpierw wodospad Véu da Noiva - imponujący, malowniczy. Można pod nim przejść uważając na śliskie kamienie murku.
Idziemy jeszcze alejkami wśród olbrzymich, niebieskich hortensji, do kaskady nr 1 (Cascata da Ribeira Caldeirões 1). Chwilę patrzymy na ekipę uprawiającą canyoning.
Wracamy do centrum parku na kawę i coś zimnego do picia; ładnie tu, szkoda że brakło mi czasu przejść całą tą dolinę ale nie chciałam się wyłamywać.
Czasu brakło, bo przed nami jeszcze jeden punkt wycieczki: plantacja herbaty Cha Gorreana.
Zaczynamy od wejścia na wyższą część zbocza, porośniętego herbacianymi krzakami. O dziwo, są one gęste, zbite, przystrzyżone jak żywopłot - nie tak sobie wyobrażałam plantację herbaty, bardziej naturalnie; równo wyciętę rzędy/przejścia między krzewami dają ciekawy efekt, muszę przyznać.
A tutaj naturalny pęd herbaty, oraz jej kwiat.
Po drugiej stronie ulicy znajdują się budynki, gdzie mieści się małe muzeum pokazujące proces produkcji herbaty; szkoda że nie ma opisów maszyn i do czego służą, jakie są poszczególne etapy.
Zakupuję oczywiście herbatę (zieloną), a potem siadamy na tarasie i delektujemy się herbacianym naparem z widokiem na ocean.
Dzisiaj wędrówki było mniej, ale było przyjemnie i interesująco. Podoba mi się odkrywanie Sao Miguel, pod każdym względem.