Azory - Sao Miguel. D6: Achadinha - Cascata da Risco, Poco Azul. Maia - Praia da Viola. Ribeira Grande - Praia do Monte Verde
Dzień szósty pobytu na Sao Miguel to odkrywanie północnego wybrzeża.
Zaczynamy w miejscowości Achadinha, od wędrówki do wodospadu Cascata da Risco. Zejście w stronę oceanu pozwala zobaczyć linię brzegową, spadzistą i dziką.
Potem wzdłuż doliny, do niedużego wodospadu. Muszę powiedzieć, że po wcześniej widzianych kaskadach wodnych, ten nie robi na mnie większego wrażenia.
Podchodzimy jeszcze dalej w stronę błękitnego jeziorka. I znowu, bez efektu "wow": nieduże, ładne ale nic specjalnego. Trochę jestem rozczarowana - czyżby przyroda azorska podniosła moje oczekiwania na bardzo wysoki poziom? Wielce możliwe!
Trasę oceniam na 5/10, według mnie najmniej ciekawy trekking w programie.
Szybki transport do miejscowości Lomba da Maia, skąd zaczynamy kolejną wędrówkę. Z centrum miasteczka schodzimy w dół, początkowo asfaltową drogą, potem betonową. Aż wreszcie wchodzimy w naturę.
Najpierw stare młyny, w urokliwej zatoce, zadbane (odbudowane), przy niedużym, choć wysokim wodospadzie.
Za młynami otwiera się już ocean - plaża Viola. Urocza, nieduża. Oczywiście stopy wołają o ochłodę - pierwszy kontakt z oceanem zaliczony! Zostałabym tu na dłużej.
Ale jak wiadomo, to wycieczka trekkingowa, więc w drogę! Idziemy pięknym szlakiem wzdłuż wybrzeża, podziwiając widoki i słuchając szumu oceanu. W tych pięknych okolicznościach przyrody dochodzimy do miasteczka Maia. Cudowny spacer.

Trasa wg www.mapy.com:
Nabrawszy ochoty na oceaniczne harce, jedziemy do miasteczka Ribeira Grande, gdzie wypijamy piwo w lokalerskim barze, a potem szalejemy w falach na plaży Monte Verde. Ocean ma piękny turkusowy kolor, fale są mocne, zabawa świetna. Podglądam też surferów łapiących wyższe fale - imponują mi odwagą i umiejetnościami.
Bardzo przyjemny, relaksacyjny dzień - połączenie trekkingu z oceanem, trochę zmęczenia, trochę zabawy. Kolejny azorski smaczek odkryty.

