Azory - Sao Miguel. D5: Lagoa das Furnas, Parco Terra Nostra, Cosido das Furnas, Caldeiras das Furnas
Niedzielna trasa to okolice Furnas. Zaczynamy na punkcie widokowym Pico do Ferro, skąd podziwiamy Lagoa das Furnas.
To nasz punkt startowy wędrówki do jeziora. I muszę przyznać, że choć zejście cały czas w dół mogłoby być męczące, to mnie zupełnie zajęła bujność i egzotyczność flory towarzyszącej wędrówce. Tunele wśród zieleni, wąwozy, drzewa leżące nad głowami. Czy to las tropikalny? Dla mnie zachwycająco, rajsko, dziko, pięknie.
Wychodzimy na brzegu jeziora Furnas, gdzie dymią fumarole, czyli otwory w skorupie ziemskiej, przez który wydostają się gorące gazy i para wodna. Wygląda to ciekawie, pachnie mniej przyjemnie (siarką, aż cieżko oddychać!).
Ruszamy na spacer wzdłuż brzegu jeziora, malowniczo, spacerowo. Dochodzimy do kapliczki Nossa Senhora das Vitórias, bardzo ciekawej architektonicznie.
Podjeżdżamy do miasteczka Furnas, gdzie idziemy do Parku Terra Nostra (płatny wstęp, 17 eur). Piekny ogród botaniczny, z wieloma ciekawymi kolekcjami roślin. Włóczymy się tak bez celu chwilę, podziwiając okazy florystyczne. Znowu zachwycam się zielenią, bujnością, intensywnością przyrody.
Druga atrakcja ogrodu to basen termalny, z wodą w kolorze pomarańczowym i siarkowym zapachu. Ciepła, ale da się wytrzymać. Chwilę się moczymy, i wygłupiamy.
Tuż obok dużego basenu jest mniejszy zbiornik, urokliwie położony wśród zieleni - woda czystsza ale jeszcze bardziej ciepła, aż gorąca! Krótka kąpiel, bo można zemdleć od gorąca.
Po wodnych przygodach czas na posiłek. W lokalnej restuaracju Tony's zjadamy Cosido das Furnas. Azorski gulasz, jednogarnkowe danie z duszonych różnych rodzajów mięs i warzyw. Cały sekret to jego przygotowanie. Garnki zakopuje się w specjalnie przygotowanych betonowych rurach w kalderze, gdzie pod wpływem temperatury geotermalnej danie się dusi. Nad jeziorem widzieliśmy kopczyki z zakopanymi garnkami.
Na ścianach restauracji jest opis krok po kroku jak wygląda proces przygtowania dania - tutaj kluczowe elementy:
A danie podane na stół wygląda tak. Smakuje ok, choć nie wybitnie. Mieso miekkie i soczyste, ziemniaki, kapusta i jarmuż smaczne i aromatyczne. Ot takie azorskie "pieczonki", hihihi.
Pojedzeni, idziemy leniwie zobaczyć jeszcze Caldeiras das Furnas - duże skupisko dymiących fumaroli. Co ciekawe, w jednej z fumaroli w workach rzuconych na wypływającą gorącą wodę, gotują się kolby kukurydzy (ostatnie zdjęcie), które są potem sprzedawane jako streetfood. Nie zachęca mnie kolor wody ani zapach siarki, żeby poznać ich smak.
Wulkaniczny dzień. Ale też pełen przyrody. Kolejny raz odkrywam inne smaczki Sao Miguel. Różnorodność tej wyspy jest ogromna, zachwyca i zaskakuje. I bardzo, bardzo cieszy.
