Portugalia - Lizbona jako przerwa w podróży

 W tym roku zafundowałam sobie wakacje "extra", czyli zorganizowaną wycieczkę z biura podróży Sport Events: kierunek Azory, trekking na Sao Miguel. Kierunek był egzotyczny, więc mnie ciekawił - nie byłam ani na Wyspach Kanaryjskich, ani na Maderze; a że tym razem skrzyknęliśmy się z kilkorgiem znajomych z pracy i ten kierunek pasował wszystkim, to mnie też. Potem dopiero sprawdziłam jak daleko są one od kontynentu (ok. 1500km od Lizbony!) i trochę się wystraszyłam co to będzie... Taki dreszczyk ekscytacji ze szczyptą lęku przed nieznanym - fajnie!

Przezornie nie oglądałam filmików i zdjęć z Azorów, żeby nie robić sobie nadmiernych oczekiwań. Pojechałam w ciemno. I było... Ach... Ale po kolei.

Wycieczka dziewięciodniowa, z czego pierwszy i ostatni dzień to podróż. W Lizbonie mamy przesiadkę przed lotem na wyspy. A że lotnisko jest blisko miasta, wyskakujemy na krótki spacer po Lizbonie. Podjeżdżamy metrem do Sao Sebastiao i idziemy na punkt widokowy w Parku Eduardo VII.

Jest też czas na kawę i pastéis de nata - pyszne, tradycyjne portugalskie babeczki z chrupiącego ciasta francuskiego, wypełnione gęstym, słodkim kremem budyniowym na bazie żółtek jaj. 

W sumie w mieście spędzamy może 1,5 godziny nie licząć dojazdu metrem. Nie było szans na większe zwiedzanie. Rresztę miasta podziwiam już z okna samolotu.