Werona
Planując wakacje w okolicach Gardy liczyłam na to, że poza aktywnym wypoczynkiem uda nam się coś pozwiedzać - a Werona była jednym z najbliższych miejsc, w sam raz na całodzienną wycieczkę.
Po znalezieniu darmowego parkingu przy samym starym mieście (http://kudlaczewpodrozy.pl/?p=6666) ruszamy na zwiedzanie - a raczej spacer, bo nie mieliśmy jakiejś ustalonej z góry marszruty lub punktów do zobaczenia.
Zaczęliśmy od Castel Vecchio i mostu nad Adygą.
Potem wąskimi uliczkami idziemy przed siebie, zadzierając głowy do góry i podziwiając balkony, okiennice i wiszącą nad nam głowami zieleń.
Dochodzimy do Piazza Bra - urocze niskie kamieniczki w ciepłych kolorach, z markizami skrywającymi w swym cieniu knajpki. Jemy lody w parku przy fontannie i kilka kroków dalej mamy już Arenę - amfiteatr z czasów rzymskich. Idziemy dalej...
Dochodzimy do Casa di Julietta ze słynnym balkonem. Wiadomo, para kochanków z Shakespearowskiego dramatu to jedna z większych atrakcji miasta. Więc jest tu tłoczno. Pstrykamy fotki i uciekamy; Romea nie odwiedzamy już - brakło nam sił.
Po drodze mamy Piazza delle Erbe, z otaczającymi go między innymi: Torre dei Lamberti, Palazzo Maffei, lwem św. Marka, symbolem republiki Weneckiej. Na środku placu stragany z pamiątkami dają cień turystom ale zasłaniają piękny plac i nie ma tu przestrzeni; szkoda.
Na drugim brzegu rzeki zjadamy pizze w małej Pizzerii Di Salvatore, stąd mamy łady widok na stare miasto, wieże Bazyliki San Zeno Maggiore i Ponte Pietra. Po drodze mijamy Teatro di Romano di Verona. Wracamy na stare miasto i powoli kończymy nasz spacer, kierując się w stronę parkingu.
Spacer po Weronie cudowny. Magiczne miejsce, ciepłe i zachwycające mnie każdym zaułkiem, budynkiem, detalem. I mimo że nie zobaczyliśmy wszystkiego to czuję się usatysfakcjonowana.