Cassis - Lazurowe Wybrzeże
Będąc w Prowansji nie mogliśmy nie odwiedzić słynnego Lazurowego Wybrzeża. Ponieważ nie chcieliśmy pchać się do dużych miast, wybraliśmy się do Cassis, niedużego miasteczka koło Marsylii. Miejscowość opada mocno do morza i - jak to w kurorcie nadmorskim - przywitało nas ciasnymi uliczkami i problemami z parkowaniem. Po uporaniu się z tym, ruszyliśmy do portu - małego, uroczego portu pełnego jachtów i stateczków wycieczkowych. A tuż za portem plaża, otoczona przez cliffy: z lewej Cap Canaille , z prawej zaś troszkę odleglejsze Les Calanques.
Nad miasteczkiem wznosi się chateau, tuż za nim rdzawy brzeg 400metrowego Cap Canaille. Sama miejscowość jest typowym nadmorskim kurortem, pełnym wąskich uliczek, knajpek, straganików i sklepów z pamiątkami. Przyjemnie, choć przy 36-stopniowym upale spacery w tłumie turystów są troszkę męczące. Na koniec wybraliśmy się w rejs aby zobaczyć Les Calanques. Niesamowite klify, majestatycznie wyrastające z lazuru wody; ukryta wśród nich zatoczka plaża kusi i nęci. Zdjęcia (pożyczone bo nie miałam aparatu) w osobnym poście.
Na koniec wybraliśmy się samochodami na klif Cap Canaille aby podziwiać widoki - jazda przez Route des Cretes dostarcza niesamowitych wrażeń - jest pięknie! My, przy zachodzącym już słońcu, na szczycie urządziliśmy sobie piknik, z widokiem na znajdujące się po drugiej stronie miasteczko La Ciotat. Widok na zatokę i miasteczko oraz oddalone klify Les Calanques. Srebrne morze, niebo zlewa się z wodą i trudno znaleźć linię horyzontu, wyspy wydają się unosić w powietrzu. Rajsko!