Ojcowski Park Narodowy. Rowerowo.
Ostatni weekend wakacji postanowiliśmy spędzić na rowerach. W planach była trasa nie za trudna, tak aby 10-latek dał radę i się nie zniechęcił. Wybraliśmy Ojcowski Park Narodowy, przejażdżkę z Pieskowej Skały do Ojcowa i z powrotem. Sobota była świetna na rowery bo nie za gorąca, niebo zasnute chmurami jakby miał padać deszcz; deszczu nie było ale za to upału też nie; niestety, szare niebo zabrało kolory zdjęciom, coś za coś... Trasę wybraliśmy asfaltem, może niezbyt oryginalnie ale za to wygodnie - było malowniczo więc nie narzekam.
Zaczęliśmy w Pieskowej Skale. Zamek jest obecnie w remoncie, byliśmy tam już tyle razy że nie zadawaliśmy sobie trudu aby podchodzić pod niego bliżej - wystarczyła panorama spod Maczugi Herkulesa.
Po drodze mijamy Młyn Boroniówka - nowo oddany dla zwiedzających ale wejście nawet na plac płatne więc jedziemy dalej.
Kolejny przystanek na trasie to Kościółek na wodzie. Na tablicy wyczytałam, że za czasów cara Mikołaja II był zakaz budowania obiektów sakralnych na ziemi - stąd też kościółek powstał w powietrzu, nad rzeką. W tak popularnym w tych okolicach stylu zakopiańskim, wygląda bardzo ładnie na tle skał i zieleni.
Jadąc dalej mijamy po prawej stronie ruiny zamku w Ojcowie. Niestety z fortyfikacji pozostało bardzo niewiele, tylko brama wjazdowa robi dobre wrażenie; odbudowana niedawno wieża to tylko namiastka dawnej świetności, nieduże resztki murów, studnia i to chyba na tyle.
Kres naszej rowerowej wycieczki był przy Bramie Krakowskiej; lubię to miejsce bo dla mnie ma jakąś atmosferę tajemniczości. Może to te drzewa i panujący wgłąb wąwozu półmrok. Spróbowaliśmy przejechać kawałek ale dla Młodego to było za dużo. Więc po krótkim odpoczynku zawróciliśmy.
Ogólnie bardzo przyjemna, niedługa trasa (ok.20km), piękne widoki. Dla tych którzy nie znają tutejszych atrakcji na pewno znajdą to coś ciekawego. My skupiliśmy się na pedałowaniu. Cel zrealizowany, cała rodzina zadowolona i z apetytem na kolejne rowerowe przygody.