Olkusz. Rowerowo.

Kolejny dzień - niedziela - znowu wsiadamy na rowery. Tym razem pogoda sprzyja zdjęciom a nie rowerzystom - 33 stopnie, bezchmurne niebo, duchota, żar leje się z nieba. Ale nie dajemy za wygraną i jedziemy z Bukowna do Olkusza "na kole". Najpierw wybieramy drogę przeciwpożarową, bo przez las i bez samochodów - ale bez cienia. Mimo to jechało się przyjemnie.




Olkusz. Miasto które kiedyś znałam "na wylot" - 4 lata liceum, potem spotkania z przyjaciółmi podczas studiów. Od tego czasu dużo się zmieniło, sentyment pozostał do pewnych miejsc. Nie będę tu opisywać historii Srebrnego Miasta bo nie znam jej ba wylot, wszystko można wyczytać z internetu; warto bo to na prawdę ciekawe miejsce z wielowiekową historią.
My rowerem dotarliśmy do olkuskiego rynku - naszym celem były lody na ochłodę. Rynek po niedawnym remoncie prezentuje się bardzo dobrze. Fakt, nie ma już pomnika pod którym się siadało całą paką, najczęściej na wagarach; był ze złego ustroju więc go zlikwidowano. Ale za to odbudowano fragmenty murów ratusza z XV wieku. Jest też fontanna oraz szachy. Pewne rzeczy pozostały niezmienne, jak okalające rynek kamieniczki (może tylko co niektóre odremontowano i zmieniły się sklepy na parterze), Kościół św. Andrzeja czy też Rycerz stojący na resztkach Bramy Krakowskiej która była wejściem do miasta w XIV-XV wieku. Pozostałości średniowiecznych murów obronnych to również baszta wraz z kawałkiem murów obronnych. Z tym miejscem wiąże się wiele wspomnień gdyż mieści się tu knajpka która była wręcz kultowa w moich latach nastoletnich - tam się toczyło życie towarzyskie; oj działo się działo...